piątek, 16 sierpnia 2013

SEKRET JULII tahereh mafi






   UWAGA!! UWAGA!!

Ten post będzie pełen spoilerów dla tych, którzy nie czytali pierwszego tomu- Dotyku Julii, dlatego ostrzegam - jeżeli jeszcze nie czytaliście ani jednej książki pani Mafi nie czytajcie tego, co będzie dalej. Przepraszam, że moja pierwsza recenzja to recenzja od razu drugiego tomu serii, ale skończyłam tę książkę wczoraj wieczorem i nie mogłam się powstrzymać. Po prostu musiałam o tym napisać ;)

    Zacznijmy od tego, że Sekret Julii, drugi tom serii Dotyk Julii autorstwa Tahereh Mafi nie zawiódł mnie. Jest nawet lepszy niż tom pierwszy. Książki podobają mi się w dwóch powodów. Przede wszystkim, mnóstwo emocji, ten specyficzny sposób ich opisywania oraz szybka akcja i prędkość z jaką wszystko się zmienia są wręcz zaskakujące. Na początku przyznaję, główna bohaterka mnie denerwowała i nudziła, miałam ochotę wykrzyknąć ,,Ogarnij się dziewczyno! Nie tylko ty na całym cholernym świecie masz takie gówniane problemy!’’ Ale właśnie wtedy, kiedy już myślałam, że dłużej tego nie zniosę, że walnę książką o ścianę, autorka wyciąga swojego asa z rękawa i (na szczęście) w odpowiednim momencie jeden z moich ulubionych bohaterów ogarnia Julię za mnie. Co za ulga, bo od tej pory wszystko się zmienia, pojawia się nasz stary, czarujący znajomy, Julia staje się świadoma siebie, swojej mocy i przestaje być płaczącą po kątach dziewczynką. Na reszcie! Kiedy (chwilami) przerywałam czytanie, a uwierzcie mi było to trudne, ale cóż ja też jestem człowiekiem, przytulałam mój egzemplarz i myślałam - ,,Kurczę, Mafi jest geniuszem. Wszystko miała zaplanowane, wiedziała co robi, wszystko to…’’ Raz nawet przeszło mi przez myśl, że zaplanowała nawet moje znudzenie bohaterką. Że było to celowe. Żebym jeszcze bardziej ją szanowała.

   Ale przysięgam, jeżeli książka nie skończy się tak, jakbym chciała, to jeżeli kiedykolwiek spotkam panią Mafi to zdzielę ją jej własną książką w twarz, przysięgam. No dobra, może nie tak drastycznie, ale na pewno na nią nawrzeszczę. I to porządnie, mimo że na co dzień jestem dosyć spokojną osobą. A wszystko to, jak zwykle, z powodu płci męskiej.

    No dobra, przerwa, pozwólcie, że opowiem wam historię mojego życia. No dobra, nie całą, bez przesady. Ale na pewno jedną z najważniejszych jej części.

    Mimo że teraz nie potrafię przeżyć CHOĆBY jednego dnia bez przeczytania CHOCIAŻBY jednej strony książki, to kiedyś, bardzo, bardzo, bardzo, bardzoooo dawno temu (jeszcze w podstawówce ;) nie byłam zagorzałą czytelniczką. Właściwie to nie czytałam nawet lektur szkolnych (pozdrowienia dla nauczycieli ;) a jedyną rzeczą jaką trawiłam były komiksy Witch :P Nie pamiętam dokładnie kiedy, może po przeczytaniu jakiejś przymusowej pozycji, albo… nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy, ale moje życie się obróciło o 180 stopni. A szkoda, w sumie to naprawdę chciałabym wiedzieć, która książka tak bardzo zmieniła mój stosunek do czytelnictwa.  Właśnie wtedy zaczęłam czytać wszystkie książki jakie wpadały mi w ręce, czułam się jak Matylda z powieści Ronalda Dahla (jeżeli wiecie o czym mówię ;)    

   No i zaczęło się. Pragnienie bycia jak twoja ulubiona bohaterka, przeżycia tego co one. Zakochiwanie się w bohaterach.. a później bezradne patrzenie jak umierają. Rzucanie książkami o ścianę, wykrzykiwanie przekleństw i nienawistnych słów w kierunku autorów ( pozdrowienia dla J.K.Rowling i Suzanne Collins)…

   W tym momencie, już jako nastolatka, mogę wam powiedzieć jedno. Czytanie jest uzależniające i to bardzo. Jeżeli jesteś kimś takim jak ja, jeżeli wiesz o czym mówię, to dla ciebie jest już za późno. Sorry, ale taka jest prawda. Jeżeli nie znasz jeszcze uczucia o którym wyżej wspomniałam… nie chcę być niemiła, ale ono i tak cię dopadnie, od niego nie da się uciec.  Czytając zakochujesz się w bohaterach, stają się twoimi przyjaciółmi, rodziną, chłopakami.  Z tymi ostatnimi jest najgorzej. Chyba nie muszą nikogo uświadamiać, że w powieściach młodzieżowych ZAWSZE, ale to ZAWSZE jest jakiś wątek romantyczny. Nie żeby mi to przeszkadzało, uwielbiam takie książki, ale z tym wiąże się kolejna rzecz. Postaci męskie. Ideały. Przystojni, opiekuńczy, odważni, słodcy, ironiczni, zabawni, inteligentni… Mam wymieniać dalej? Chyba nie. Problem w tym, że tacy nie istnieją w rzeczywistości. A jeżeli uważacie, że wasi chłopacy są 1000 razi lepsi to sorki, ale… nie macie racji. Oczywiście nie chcę nikomu ubliżać, bo jeśli się kogoś kocha to co tam jakieś fikcyjne postacie. Rozumiem to, ale wy też musicie zrozumieć mnie. Dla singielki, która jest jednocześnie czytelniczką, takie ideały są nie do zniesienia.  BO NIE ISTNIEJĄ!! Pozwolę sobie na przytoczenie kilku przykładów, tak żebyście mieli ogólny zarys mojej sytuacji.

   Finnick. Peeta. Ron. Tamani. Percy. Leo. Simon. Julian. Jace. No i widzicie. Z czym ja muszę sobie radzić?? Z czym? To za dużo! Za dużo! A wczoraj doszło kolejne imię. Teraz zaskoczę wszystkich, którzy czytali pierwszy tom. Bo wszyscy pomyślą, że do listy dołączy Adam. Ale zdziwię was.
.
.
.
   Tym imieniem jest Warner.

   Tak, tak ten okrutny Warner, którego wcześniej nienawidziłam. Ten który zastrzelił człowieka na oczach Julii bez mrugnięcia okiem. Ten który torturował Adama i Kenjego. Ten który zmuszał Julię do dotknięcia malutkiego dziecka. Ten który wyznał jej miłość, pocałował, a ona... strzeliła mu w nogę.  No dobra, w pierwszej książce nie był taki zły, polubiłam go trochę (mimo wszystko), no bo spójrzmy prawdzie w oczy, bez niego książka w ogóle nie byłaby zabawna.

   Wiem, wiem,  ja też byłam zaskoczona swoją decyzją. Ale stało się, nie miałam na to wpływu. Gdzieś pomiędzy uśmiechem skierowanym do bezdomnego psa, a jego tatuażami, zainteresowaniami postanowiłam. Chcę żeby Julia z nim była. Żeby była z Warnerem. Nie z Adamem. Koniec kropka. I nie obchodzi mnie zdanie innych. Może i jestem samolubem i masochistką, bo ciągnie mnie do takich czarnych charakterów bardziej niż do, chociażby, wcześniej już wspomnianego, pozytywnego Adama (którego obecność jako jedyna była mi zbędną w powieści) ale jeżeli w trzecim tomie nie będzie ,,mojego’’ szczęśliwego  zakończenia, to myślę że pani Mafi dołączy do listy tych,  którymi rzucam na koniec o ścianę i ryczę. I mam tu oczywiście na myśli książki. Bo panią Mafi na pewno bym nie rzuciła. Mimo wszystko, za bardzo ją polubiłam…

  PS. Dla wszystkich, którzy tak jak ja, po skończeniu drugiego tomu nie mogą się doczekać trzeciego pragnę gorąco poinformować, że jego premiera będzie miała miejsce (za granicą, a co dopiero w Polsce) w lutym 2014 roku. Spoko, możemy popłakać razem. 

   Dziękuję, że przeczytałeś/łaś moją pierwszą recenzję, mimo że troszkę się rozpisałam, za co przepraszam :P Trzymajcie się ciepło :*

2 komentarze:

  1. Mnie pierwsza część szczerze mówiąc nie zachwyciła, spodziewałam się czegoś więcej. Mimo tego mam zamiar przeczytać "Sekret Julii" żeby się przekonać, czy rzeczywiście jest tak dobra ;)
    Niezła dygresja na temat idealnych męskich bohaterów ;> Mam tylko jedną uwagę. Nie można napisać, że coś "się obróciło o 360 stopni", bo to oznacza, że wróciło do punktu wyjścia. Jeśli chodziło Ci o całkowitą zmianę powinnaś użyć raczej "180 stopni".
    Co do "Mariny" zazdroszczę, że ją przerabialiście. Ja nie miałam takich książek w programie.
    Zaczynam Cię lubić. Jesteś zwariowana na punkcie książek, kupujesz je nałogowo i oglądasz PLL. Całkiem jak ja. Dogadałybyśmy się ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobało :> Ja też, szczerze mówiąc, znalazłam na twoim blogu wiele rzeczy, które bardzo lubię i mam nadzieję, że jeszcze wiele razy sobie podyskutujemy na temat książek :) No i oczywiście o PLL również ;) A co do ,,Dotyku Julii'' to szczerze mówiąc ja również nie byłam w pełni zachwycona, po przeczytaniu pozostał pewien niedosyt. Mimo to naprawdę cieszę się, że zdecydowałam się sięgnąć po drugi tom. Teraz nie mogę się już doczekać trzeciego, a on dopiero w następnym roku :,( Więc może to lepiej, że jeszcze go nie przeczytałaś, nie będziesz tak wyczekiwać jak ja ;P
      A i dziękuję za informację o stopniach ;) Czasem jak pisze to nie zauważam takich ,,głupich'' błędów :P

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.