sobota, 30 listopada 2013

W PIERŚCIENIU OGNIA recenzja i dyskusja

One day I´m going to volunteer. Just like you did.Zacznijmy od tego, że zanim poszłam do kina z tygodnia na tydzień stawałam się coraz bardziej podekscytowana. Dużo bardziej niż przed poprzednim filmem, może dlatego, że na ten musiałam tak długo czekać. Myślę, że po prostu w ciągu ostatniego roku bardziej wkręciłam się w cały ,,fanbase’’ Igrzysk i śledziłam proces powstawania filmu już od samego początku. Byłam na bieżąco z wywiadami, zdjęciami, trailerami i spoilerami zza kulis na tumblrze. Jeżeli danego dnia miał być opublikowany nowy trailer to wszystko było podporządkowane temu, żeby w danym czasie mieć dostęp do internetu. A więc tak, możecie uznać, że totalnie ze świrowałam. Spokojnie, nie obrażę się.

Może najpierw recenzja, głównie dla tych, którzy nie czytali serii lub po prostu nie byli jeszcze w kinie i chcą poczytać opinie o nim. Film jest niesamowity, cudowny, wspaniały, przepiękny, wzruszający i, przede wszystkim, jak powiedziała moja przyjaciółka, nie jest adaptacją książki. On ją po prostu dokładnie i dodatkowo profesjonalnie odwzorowuje. Tak naprawdę był to chyba pierwszy film na podstawie książki, z którego jestem w 100 % zadowolona i z ręką na sercu mogę powiedzieć: ,,Tak właśnie robi się filmy na podstawie książek moi drodzy!’’. To najlepszy film roku, moim skromnym zdaniem. Efekty specjalne są świetne, świetne, świetne !! Aktorzy? Jeszcze lepsi, naprawdę widać jak bardzo są uzdolnieni i jak dużo pracy włożyli w grę w tym filmie. Szczególnie nowi, dość ważni dla akcji, tacy jak Sam Claflin (Finnick) i Jena Malone (Johanna).

The odds are NEVER in our favor

SPOILER! SPOILER! SPOILER! SPOILER! SPOILER! 

Zostawmy teraz recenzję, przejdźmy do dyskusji. To już dla tych, którzy nie tylko czytali książkę, ale również oglądali film. Od razu uprzedzam, że powiem tu o rzeczach, które mi się podobały, bo to chyba pierwszy od dłuższego czasu film, który w mojej ocenie nie posiada minusów.
Zacznijmy od tych, których znamy już z poprzedniej części, głównie od Katniss i Peety. Film świetnie oddaje ich relację, idealnie odwzorowuje pod tym względem książkę. Widzimy, że Katniss nie kocha (na razie) Peety, ale też, że nie jest jej obojętny, Jennifer i Josh wykonali naprawdę kawał dobrej roboty. Z biegiem akcji jej uczucia się rozwijają, ewoluują. Widać też jak na początku Katniss skupia się na przeżyciu i ochronie rodziny i bliskich, sam koniec pokazuje nam natomiast, że wojna została wypowiedziana i że dziewczyna jest gotowa na zemstę i walkę. Skoro już wspominam o zakończeniu. Finałowa scena była bezbłędna. Katniss żegna się z Peetą i uświadamiamy sobie, że takiego widzimy go po raz ostatni… A potem nadchodzi szybka akcja, Johanna i Finnick ,,zdradzają’’ Katniss i wszyscy w kinie, którzy nie czytali książki robią wielkie ,,COOO??? JAK ONI MOGLI??’’. Na szczęście, po minutowym celowaniu Katniss do Finnicka ( przy czym nawet ja, która przecież wie, że nie strzeli, wstrzymuję oddech) nadchodzi wyjaśnienie dzięki pięknym słowom Finnicka ,, Pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem’’. Naprawdę, epickie zakończenie.

Przejdźmy do Johanny, jednej z ważniejszych postaci w książce. Szczerze? Jena Malone jest genialna w tej roli i teraz nie wyobrażam już sobie innej Johanny. Dodatkowo scena w windzie i scena wywiadu z Ceasarem Flickermanem? Hahahahaha, cudowne - cała Johanna, w każdym szczególe.


Porozmawiajmy teraz o moim ulubionym bohaterze całej trylogii, więc oczywistym jest, że czekałam na jego pojawienie się przez jakieś pół godziny filmu i kiedy w końcu wypowiedziano jego imię prawie padłam w kinie na podłogę. Mówię oczywiście o Finnicku, którego zagrał Sam Claflin. Kiedy ogłoszono, że to on zagra mojego ulubionego bohatera ucieszyłam się, ale nie wiedziałam czego się spodziewać. No bo było wiele rzeczy, które podlegały wątpliwości- jego brytyjski akcent, to czy da radę nosić Mags pół filmu na plecach i przede wszystkim, czy podoła zadaniu zagrania tak cudownego i przystojnego bohatera jakim jest Finnick. No cóż, muszę powiedzieć, że… podołał. I to NAPRAWDĘ podołał. Nie ma śladu po akcencie, Mags nosi na plecach jakby to była puchowa poduszka, no i jest zabójczo przystojny. Scena w której pierwszy raz rozmawia z Katniss… Dokładnie tak to sobie wszystko wyobrażałam! Dodatkowo teksty, które wszyscy tak kochamy? Słowo w słowo. Nie no, nie mam słów…

Podsumowując, bo nie chcę już przedłużać, film jest świetny i w skali od 1 do 5 daję mu milion gwiazdek. J Naprawdę, jeżeli jeszcze go nie obejrzeliście to... co tu jeszcze robicie? Idźcie natychmiast, teraz, JUŻ!!


Ale najpierw trzymajcie się ciepło :)



9 komentarzy:

  1. Tak jak mówiłaś u mnie, mamy takie same opinie;). A blog fajny, będę zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz 100% racji, film jest niesamowity.
    Nie mogę się doczekać kontynuacji;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo :) Niestety, jeszcze ponad rok :( słyszałam jednak, że nakręcili już połowę Kosogłosa :D

      Usuń
  3. Jedyne z czym się nie zgodzę, ale to już bardzo subiektywna ocena, to nazwanie go najlepszym filmem roku. W mojej ocenie "Hobbit" powalił wszystko na kolana, ale to, jak mówiłam, opinia podyktowana bardziej sympatią do Śródziemia niż obiektywną analizą. Ale tak - "W pierścieniu ognia" robi niesamowite wrażenie! Są rzeczy, do których można się przyczepić, ale całokształt jest prawie perfekcyjny ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam ani nie oglądałam Hobbita niestety :( Wiem, że ktoś może się nie zgodzić z moją opinią dlatego napisałam, że ,,moim zdaniem'' w pierścieniu ognia to najlepszy film roku :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że masz na punkcie tego filmu i całej trylogii takiego bzika jak ja :) I ja też na ten film czekałam długo i doczekać się nie mogłam. A teraz sytuacja się powtarza :) I znowu doczekać się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.