piątek, 27 czerwca 2014

GWIAZD NASZYCH WINA recenzja filmu

   Witajcie! A więc udało nam się, wytrwaliśmy kolejny rok szkolny, a dziś większości z nas rozpoczynają się wakacje. Czyż nie jest to idealny moment żeby nadrobić wszelkie zaległości i wybrać się do kina? Na przykład na Gwiazd naszych wina. Ale ostrzegam Was, to nie jest film, na który weźmiecie całą torbę jedzenia czy film, na którym przyjemnie spędzicie czas ze znajomymi po czym wyjdziecie z sali rozpromienieni i chętni do życia. Ten film Was zachwyci i... złamie Wam jednocześnie serca. Zresztą zupełnie tak jak książka. Dzięki John.

    O fabule czy o ogólnym zamyśle filmu nie będę Wam opowiadać, bo to powie Wam każdy możliwy opis w internecie albo chociażby zwiastun. Powiem tylko co sądzę o tym filmie, z perspektywy osoby, która czytała książkę, co wydaje mi się dość oczywiste skoro znajdujemy się aktualnie na blogu poświęconym książkom. ;)

   Zacznijmy od najważniejszej rzeczy. Jeżeli czytałeś książkę to film załamie Cię kompletnie, rozbije Twoje serce na miliardy kawałków i podepcze patrząc Ci z premedytacją w oczy. Tak, właśnie z premedytacją. Bo scenarzyści, reżyser, aktorzy... Oni dobrze wiedzą co robią. Bo jeżeli czytałeś książkę to każdy najmniejszy szczegół, nawet jeżeli pojawia się w filmie w zabawnym momencie, skojarzy Ci się błyskawicznie z książką i tym, co się dalej wydarzy. Zwolnione tempo, Gus stojący na środku korytarza w szpitalu, schody w muzeum Anny Frank, huśtawka. 

The Fault in Our Stars by BooksandCoffee007
Źródło
   Powiem jedno, nawet jeżeli moment był zabawny i słodki, taki który po prostu ociepla Twoje serce i wywołuje uśmiech to ja płakałam. Jeszcze nigdy, NIGDY w życiu tak bardzo nie płakałam w kinie. W miejscu publicznym! Przez praktycznie cały film. Ale nie obchodziło mnie to (raczej powinnam powiedzieć, że o prostu nie umiałam powstrzymać łez). Na początku płakałam. Później, kiedy wszystko dzieje się tak szybko już ryczałam. Do końca. Chlipałyśmy z przyjaciółkami równo, nie przejmując się otaczającymi nas ludźmi. Bo film jest idealny. Mimo kilku niedociągnięć czy pominięć to całkowicie i perfekcyjnie odwzorowuje książkę.

    No dobra, film się kończy, Hazel wypowiada ostatnie słowa w filmie (co wywołuje jeszcze większy ryk) i koniec. Ciemny ekran i nagle... Ed Sheeran. Ze swoją piosenką, która nie powstrzymuje płaczu tylko go wzmacnia. To przywołuje kolejny aspekt, który chciałam poruszyć, a mianowicie muzyka. Jest świetna, naprawdę dobrze dobrana. Wystarczy, że w tle zaczynała lecieć Birdy czy Kodaline i emocje od razu wzrastały, stawały się wyraźniejsze do odczucia.

   Mam nadzieję, że mimo mojej jakże optymistycznej recenzji ktoś z Was skusi się jeszcze na obejrzenie tego filmu ;) Trzymajcie się ciepło :*

5 komentarzy:

  1. Jak ja bardzo chcę obejrzeć Gwiazd naszych wina! Niestety do kina się nie wybiorę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Piękna recenzja. Kiedy się ją czyta, czuje się, że płynie prosto z serca.

      Usuń
    2. Dziękuje bardzo za miłe słowa :*

      Usuń
  2. Kocham tą książkę! Jest jedną z moich ulubionych.
    Ja również zrecenzowałem ją na swoim Blogu :)

    http://czytanie-moim-tlenem.blogspot.com/2014/07/gwiazd-naszych-wina-recenzja-ksiazki.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie chętnie ją przeczytam :D

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.