poniedziałek, 15 września 2014

OBSYDIAN, CZYLI ZMIERZCH SPOTYKA OBCYCH

   Ci, którzy oglądają zagranicznego bootuba zapewne orientują się mniej więcej w dziele pani Armentrout, książka bowiem jest polecana praktycznie na każdym z najpopularniejszych kanałów recenzenckich. Kiedy więc Obsydian został wydany w Polsce postanowiłam (z wielką ekscytacją oczywiście) zapoznać się z tak popularną książką. Mogę na wstępie powiedzieć, że historia bardzo, ale to bardzo kojarzy mi się ze Zmierzchem. Stąd też tytuł posta. Co więc sprawiło, że Obsydian nie odepchnął mnie aż tak jak dzieła pani Meyer?

   Książka zaczyna się niespodziewanym, ale miłym akcentem - główna bohaterka jest... blogerką, która pisze, no sami zgadnijcie... o książkach właśnie! Od razu człowiekowi się robi miło na sercu i czytam dalej z jeszcze większą ilością sympatii dla Katy .Jakbyśmy się mogli spodziewać już po kilku stronach nasza bohaterka poznaje JEGO, który jednak nie jest tym, kim się wydaje. Zresztą jego przesympatyczna siostra z ADHD również ;) I mimo,że wcześniej porównałam Obsydian do Zmierzchu, co mam zamiar za chwile dokładniej rozwinąć, chciałam zaznaczyć, że według mnie książka ta jest lepsza od 'dzieła' Stephenie. A więc nie zrażamy się, tylko czytamy dalej!

    Jeżeli chodzi o zmierzchowatość tekstu - jest przeciętna, wyalienowana dziewczyna, która przeprowadza się do zupełnie nowego miejsca,tysiące kilometrów od dawnego domu i jest chłopak, który w tej miejscowości mieszka. Zabójczo przystojny, tajemniczy i dodatkowo, niebezpieczny, o czym poświadczyć nam może już same jego imię. No proszę Was, nawet ktoś kto nie czytał Zmierzchu dostrzeże podobieństwo ;)

  
Czy możemy chwilę podyskutować
nad brzydotą polskiej okładki? :(
   Przejdźmy jednak do tego, że książka się ze swojej zmierzchowatości świetnie wybroniła, bo, po pierwsze, bohaterowie są mniej denerwujący niż we wspomnianym już wcześniej tysiące razy Zmierzchu. Główna bohaterka nie jest ograniczoną, anemiczną Bellą, ale silną i zadziorną Katy, która nie da sobą pomiatać. Wspomniany już wcześniej Daemon jest dużo bardziej od Edzia przystojny plus zabawniejszy. Zwraca się do Katy, no powiedzmy, prawie jak Warner do Julii. Po drugie, styl pisania jest lekki i przyjemny, niczego nie jest za dużo, niczego nie jest za mało (nie to co u pani Meyer, nie żebym się cały czas czepiała ale...).

   Podsumowując, Obsydian mi się podobał. Może nie był dziełem roku, które zmieniło moje życie, ale to zdecydowanie fajna lektura dla miłośników paranormal romance i miło spędziłam przy tej książce parę wieczorów. I szczerze, wydaje mi się nawet że kupię tom drugi jak tylko się już ukaże ;)

   Dla wszystkich miłośników Zmierzchu, którzy czytali tą recenzję i czuli się urażeni - szanuję gust każdego i nie są to negatywne komentarze w stronę osób, ale tylko i wyłącznie książki. Znam wiele osób, które kochają Zmierzch i nie mam z tym najmniejszego problemu. Ja mam jednak na temat tej książki inne zdanie, dlatego mam nadzieję, że Wy również uszanujecie moją obiektywną opinię :)

*   *   *

    Na dzisiaj to by było na tyle. Zmieniłam troszeczkę szablon i wygląd bloga, mam nadzieję, że Wam się podoba :) Piszcie (o czym tylko chcecie w komentarzach) i trzymajcie się ciepło :*

7 komentarzy:

  1. Fakt oryginalna okładka jest dużo ładniejsza od polskiej, ta czcionka niszczy całe wrażenie... Do samej książki mam podobne zdanie o Ty. Trochę schematów, ale mimo wszystko bardzo dobra ;)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie, to humor był najlepszą rzeczą w tej książce. Niektóre teksty były naprawdę śmieszne :) 
Mi jakoś ze "Zmierzchem"się nie kojarzył, ale teraz dostrzegłam lekkie podobieństwa. Nie jestem fanką tej książki i uważam, że "Obsydian" był o wiele lepszy :)
Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Blog wygląda zdecydowanie lepiej!:)
    Nad książką jeszcze się zastanowię, ale wydaje mi się, że nie zasługuje ona na tyle szumu wokół siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, mimo ze mi sie podobała to ten cały szum jest zupełnie niespodziewany, książka nie jest aż tak wspaniała ;P

      Usuń
  4. A ja uwielbiam "Obsydiana". Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku :)
    A okładka jest naprawdę piękna. Może nie z gatunku takich, co sprawiają, że chce się na nie patrzeć godzinami, ale jednak na swój sposób piękna i adekwatna do treści :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam "Obsydiana" i raczej nie przeczytam. Nie rozumiem za to dlaczego Twoja praktycznie cała recenzja jest porównaniem ze "Zmierzchem". Nie mam na celu obrażania Ciebie, bądź Twojego zdania. Fanką "Zmierzchu" też nie jestem. Po prostu nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób porównuje do siebie dwa zupełnie osobne dzieła. Schematy są i zawsze będą się powtarzać, ale to nie znaczy, żeby oceniać jedną książkę przez pryzmat drugiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doskonale rozumiem, że schematy będą się powtarzać. Po prostu czytając, Obsydian skojarzył mi się ze Zmierzchem, dlatego musiałam wspomnieć o tym w recenzji, bo po prostu takie jest moje zdanie. A skoro już poruszyłam ten temat uważam, że musiałam go rozwinąć, aby nie pozostawić czytelnika z prostym stwierdzeniem, które niczego nikomu nie daje. Rozumiem i szanuje twój tok myślenia, ale przy tej recenzji postanowiłam po prostu spróbować czegoś innego, poeksperymentować :) Pozdrawiam :*

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.