piątek, 5 grudnia 2014

KOSOGŁOS CZĘŚĆ 1 - RECENZJA I DYSKUSJA



   Kosogłosa nie jestem w stanie obiektywnie ocenić jako zwykłego filmu akcji, bo dla mnie jest przede wszystkim ekranizacją. Chyba większość osób, które czytały książki zgodzi się ze mną, że podczas oglądania czeka się na ulubione momenty i zwraca uwagę na to, co twórcy przegapili lub dodali. Jednak z całą odpowiedzialnością mówię Wam teraz oficjalnie, że Kosogłos podobnie jak W pierścieniu ognia jest bardzo dobrą produkcją, którą oglądałam wstrzymując oddech, mimo że dokładnie znałam zakończenie.

    Rok temu na moim blogu pojawiła się recenzja drugiej części Igrzysk śmierci - W pierścieniu ognia. Wspomniałam wtedy, że film jest idealnym przykładem na to, jak należy kręcić ekranizację na podstawie książek, które wszyscy kochają. I tym razem Francis Lawrence po raz kolejny udowadnia nam, że ostatnio jest mistrzem wśród ekranizacji, pokazując twórcom takich filmów jak Percy Jackson czy Miasto kości, że zdecydowanie można nakręcić dobrą ekranizację.


     Kosogłos jest zupełnie inny od poprzednich filmów, ale te osoby, które czytały książkę zapewne się tego spodziewały. Katniss i Finnick przeżywają załamanie psychiczne, wojna powoli się rozpoczyna, więc film ma depresyjny, ponury nastrój Dystryktu 13. Film idealnie oddał atmosferę książki. Dla miłośników akcji są wybuchy, walka - trwa przecież wojna. Kosogłos jest jednak bardzo nacechowany emocjonalnie, to prawdziwa bomba emocji - siedzisz sztywno w fotelu aż do samego końca. A kiedy Lorde zaczyna cicho swoje Yellow Flicker Beat wszyscy nadal siedzą nieruchomo w fotelach wpatrując się w ekran.

     Po wyjściu z sali kinowej doszłam do pewnego wniosku - jeżeli oglądając ekranizację nadal czuję emocjonalny związek z bohaterami i wydarzeniami, jeżeli nadal wstrzymuję oddech, bo ktoś może zginąć (mimo, że po przeczytaniu książki wiem co się wydarzy), jeżeli mimo znajomości Kosogłosa twórcy nadal mnie zaskakują to znaczy, że ekranizacja jest dobra. Przykład z poprzedniej części - kiedy szeptałam w głowie Nie strzelaj, proszę nie strzelaj do Katniss celującej w Finnicka z łuku. Przecież doskonale wiedziałam, że nie strzeli. A jednak oddech wstrzymałam ;)

   Jedną z najważniejszych rzeczy jest sposób w jaki ukazano wojnę. Sceny nayoprawdę dają do myślenia i wyciskają łzy i kiedy uświadomimy sobie, że niektórych współczesnych krajów to jeszcze dotyczy to Kosogłos może być świetnym środkiem edukacyjnym dla ludzi z całego świata. The Hanging Tree jest genialne - najbardziej podobało mi się to, że głos Katniss stopniowo łączy się ze śpiewającymi rebeliantami.

    SPOILER! SPOILER! SPOILER! 


    Bardzo podobała mi się praca aktorów. Jako fanka serii oglądał mnóstwo wywiadów, więc mniej więcej wiem, jak aktorzy tacy jak Josh, Sam czy Jennifer zachowują się normalnie. Kontrastując to z ich gra aktorską można zauważyć jak genialnymi aktorami są. Jennifer już Oscara dostała, ale Josh? Kiedy ktoś chociaż nominuje tego biednego chłopaka? Za każdym razem kiedy postać Peety pojawiała się na ekranie nie mogłam powstrzymać płaczu. A ostatnia scena? Josh przeszedł w tej roli samego siebie. A jeżeli zwrócimy uwagę na to, że przyjaźni się z Jennifer to granie postaci, która chce ją zabić musi być niezwykle trudne.

    Normalnie nie podobają mi się zmiany wprowadzane przez reżyserów do ekranizacji (patrz Percy Jackson :/ ), ale pomysł z uratowaniem Effy i wprowadzenie jej do akcji w dystrykcie 13 był strzałem w dziesiątkę. Wprowadza i humor i kontrast życia w Kapitolu z życiem w dystryktach.

    Jedyna rzeczy jakiej żałuję to dość mała ilość scen z Finnickiem. Książkę czytałam dawno, ale dobrze pamiętam, że Finnick i Katniss w dystrykcie 13 lepiej się zaprzyjaźnili, bo połączyło ich te same cierpienie i tortury emocjonalne jakie stosował Snow. W filmie nie jest to aż tak dobrze ukazane, ale najistotniejsze momenty się pojawiają, to najważniejsze.


KONIEC SPOILERÓW :D

   Przepraszam za tak długi post, ale chciałam wyrzucić z siebie wszystkie, jeszcze świeże emocje ;) Jeżeli jeszcze nie macie dosyć gadania o Kosogłosie to Robert nagrał świetny filmik właśnie o nim, polecam :) 

A Wy? Oglądaliście? Czy dopiero planujecie? Dajcie znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło :*
    

4 komentarze:

  1. Niedawno wróciłam z kina i do tej pory siedzę jak na szpilkach. Chcę wiedzieć, co dalej! Kurdekurdekurde. To było geeeeenialne! <3 A muzyka jeszcze lepsza, aaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w kinie dzień po premierze i jestem zachwycona! Nie patrzę na ten film pod kątem zgodności z książką, bo tą czytałam już kilka lat temu. Ale na pewno jest to niezwykły film i dobrze zrobiona ekranizacja. Soundtrack wybrali genialny, moja ukochana Lorde po raz kolejny się pojawiła, nawet nie raz.

    I co mnie dziwi, bo pamiętam, że podczas czytania to zjawisko u mnie nie występowało aż tak mocno... Na nowo zakochałam się w Gale'u, który odwalił kawał dobrej roboty, a to wszystko za sprawą niesamowicie przystojnego Liama!

    Miazga z mózgu, chociaż gdy ochłonę, pewnie podejdę trochę inaczej do "Kosogłosa".

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak ty, uważam film za dobrą produkcję, jednak niektóre rzeczy mnie zawiodły, np. brak propagity (?) z Haymitch'em:( I trochę inaczej wyobrażałam sobie Trzynastkę.
    Ale było dużo rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły, np. Jennifer śpiewająca "Drzewo wisielców".
    Jeśli chciałabyś przeczytać co więcej sądzę o filmie, to zapraszam na mój blog:)

    http://whiteblackbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, ten film to istny rollercoaster uczuć. Zwłaszcza dla mnie - osoby, która książki nie przeczytała :)

    namalowac-swiat-slowmai.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.