piątek, 23 stycznia 2015

SZUKAJĄC ALASKI

   Szukając Alaski to jedna z tych książek, po których przeczytaniu nie wiem co napisać. John Green to autor, który mnie zawsze pozbawia recenzenckiej weny i w zamian zmusza do przemyśleń. Dlatego jeżeli dzisiejszy wpis zamiast recenzji będzie przypominał luźne myśli to z góry przepraszam haha


   Książka opowiada o nastoletnim Milesie Halterze, który zaczyna naukę w szkole z internatem. I jak to zwykle w szkołach z internatami bywa dodaje ona życiu naszego bohatera odrobiny intensywności, głównie za sprawą nowych znajomych - współlokatora Pułkownika, Japończyka Takumi'ego i Alaski Young, która okręca sobie Milesa wokół palca, roztaczając okół siebie aurę piękna i tajemniczości. I wtedy bohater rozpoczyna poszukiwanie Wielkiego Być Może....

   Nie muszę chyba pisać, że styl pisania jest świetny, lekki i przystępny, a zarazem genialny - w końcu to John Green, a wszyscy, którzy czytali chociażby recenzję Papierowych miast, wiedzą, że stylem pana Johna zachwycam się zawsze i nieprzerwanie od czasu GNW. Jedną z rzeczy, za którą tak podziwiam tego autora i za którą uwielbiam jego książki to bez dwóch zdań bohaterowie. Idealni w swojej nie perfekcyjności, po prostu prawdziwi, tak jak powinno być <3 Nie wiem dlaczego to właśnie Pułkownik stał się moim ulubieńcem, ale czasami mam jakąś dziwną słabość do drugoplanowych bohaterów.

   Jak każda książka Greena Szukając Alaski jest zabawna. W kategorii humoru nadal wygrywają jednak Papierowe miasta, ale wydaje mi się, że akurat w tej, debiutanckiej przecież, książce najważniejszą rzeczą są podejmowane przez autora pytania i odpowiedzi na nie. Szukając Alaski jest przepełniona życiowymi lekcjami, a jej lektura naprawdę skłania do przemyśleń. Nie przejdziesz obok tej pozycji obojętnie, to jest pewne.

    Podsumowując, Szukając Alaski jak żadna inna książka Greena nadaje się bez wyjątku dla większości czytelników.  Jest uniwersalna i żałuję, że nie sięgnęłam po tą pozycję wcześniej. Powtórzę swoje własne słowa z poprzedniej recenzji - polecam książki pana Greena każdemu!


Trzymajcie się ciepło :* 
A, i zapomniałabym, KLIK!

5 komentarzy:

  1. Akurat "Szukając Alaski" jest moją najmniej lubianą pozycją od Greena. Pomijając oczywiście opowiadanie z książki "W śnieżną noc".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągnie mnie do książek Greena, ale jeszcze długo nie będę mieć czasu na przeczytanie cokolwiek jego autorstwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj
    Jeśli masz chwilkę i chęć zaczytaj się w "mój" romans zapraszam
    http://xn--ksikowyromans-ksb99o.pl/archiwa/19
    Opinie jak najbardziej widziane

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie "Szukając Alaski" aż tak nie zachwyciło. Wręcz przeciwnie, bardzo zawiodłam się na tej książce. Właściwie do tej pory nie jestem w stanie dokładnie określić co mi się podobało, a co nie. Nie wiem czemu. Uwielbiam wszystkie inne książki Greena, ale za tą nie przepadam - chyba nie mój styl.

    http://whiteblackbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.