niedziela, 14 czerwca 2015

19 RAZY KATHERINE


★★★★★★★★★☆



    Jeżeli ktoś przed przeczytaniem tej książki dałby mi do przeczytania krótki fragment, jakieś zdanie wyjęte z kontekstu to od razu rozpoznałabym Greena. I nie, nie dlatego, że jestem jakąś wielką znawczynią Johna, ale dlatego, że 19 razy Katherine da sie właśnie tak opisać - to typowy Green. Zabawny, ironiczny, wcielający się w męską postać, która jest jak jego młodszy odpowiednik.

   Colin Singleton jest geniuszem, cudownym dzieckiem. Wygrywa teleturnieje, tworzy anagramy, czyta przynajmniej kilkaset stron książek dziennie i... gustuje wyłącznie w dziewczynach imieniem Katherine. Hassan, jego najlepszy przyjaciel, uwielbia Sędzię Judy, nicnierobienie i raczej nie wybiera się w najbliższym czasie na studia. Po tym jak już dziewiętnasta z kolei Katherine rzuca Colina dwójka przyjaciół wybiera się na podróż po Ameryce. Zatrzymuje ich jednak austro-węgierski  arcyksiążę, Lindsey i różowy dom. Wszystko to składa się na idealną mieszankę greenowskiego humoru, przygody i miłości w tle.

    Zacznijmy od tego, że 19 razy Katherine jest przezabawna. Możliwe, że śmiałam się przy niej nawet więcej niż przy Papierowych miastach. Sam motyw podróży i przyjaźni między Colinem i Hassanem jest niesamowity i świetnie wykreowany. Colin, mimo swojej wszechstronnej wiedzy i wygrywaniu teleturniejów,  nie wyszedł na sztywnego chłopaka, który koszulę zawsze wciąga w spodnie i boi się zrobić krok za swój pokój. Wyszedł na bohatera, którego polubiłam od pierwszej strony, może odrobinę zbyt melodramatycznego, ale zdecydowanie takiego, jakiego spodziewałam się po panu Zielonym ;)

      Sama historia z Katherinami od razu mnie zaciekawiła. No bo serio, było ich aż  19?! Ale okazuje się, że ten krąg dziewcząt ma dość klamrową budowę, co od początku wcale nie jest oczywiste i nie mogę wprost powiedzieć o co chodzi, bo byłby to spoiler ;) A, jeszcze jedno! Element matematyki w tej książce - tak prosty human jak ja nic z tego nie rozumiał, ale John powiedział, że nie szkodzi, więc wybaczyłam mu zastosowanie takich dziwnych i skomplikowanych wzorów ;)

   Wydaje mi się, że 19 razy Katherine jest jedną z tych książek Grenna, która przez Gwiazd naszych wina i Papierowe miasta została zepchnięta na dalszy plan, a niesłusznie. Jeżeli masz możliwość przeczytania tej książki i lubisz Greena to koniecznie sięgnij po tą pozycję, bo jest naprawdę przyjemna. Jak to w przypadku Greena bywa szybko i przyjemnie się czyta, można się dowiedzieć wielu niesamowitych ciekawostek, o których w życiu byśmy się nie dowiedzieli (naprawdę, uwierzcie mi) i, przede wszystkim, jest bardzo zabawnie. 


    Motyw podróży, to, że w książce cały czas panuje wysoka temperatura (dosłownie haha) i humor Greena sprawiają, że będzie to idealna lektura na wakacje :D Czytaliście może? Dajcie znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło :*

15 komentarzy:

  1. Cieszę się, że znalazł się wreszcie ktoś, kto docenił tę książkę Johna Greena, bo wszyscy mówią, że słaba i niewarta uwagi! Wiadomo, że sisterki hehe

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się ta pozycja podobała bardziej niż chociażby ta cała Gwiazd Naszych Wina. I podobnie, jak ty ciągle śmiechałam. W zasadzie zazdrościłam Colinowi Hassana. 😆

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie pozycja się podobała, choć nie tak bardzo jak GWN. Papierowych miast jeszcze nie czytałam :)

    nastoletniabiblioteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz koniecznie przeczytać, bo 'Papierowe miasta' są świetne <3

      Usuń
  4. Uwielbiam Greena i z chęcią przeczytałabym nawet jego listę zakupów. Mi ta książka podobała się, bo było w niej dużo matematyki <3 Ale i tak pozostaję największą fanką SA :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się podobała mniej :/

    P.S. Czy Ty i Alicja jesteście rodzonymi siostrami? :)

    P.S. 2 Nominowałam Cię do tagu na moim blogu! :D
    bookocholic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie jesteśmy haha Ale jesteśmy przyjaciółkami ;) <3

      dziękuję za nominację :)

      Usuń
  6. Czytałam i bardzo lubię :) Green ma świetny styl pisania, po prostu połyka się jego książki.
    Mam takie pytanie: czym robisz zdjęcia na instagrama? Bo są cudowne ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej dziękuję, zdjęcia robię zawsze telefonem - iPhone 5s :)

      Usuń
  7. Długo wstrzymywałam się od kupna tej książki, ponieważ słyszałam, że jest to najsłabsza książka Greena. Ale po twojej recenzji postanowiłam dać jej szansę. Już zamówiłam ją na aros.pl i teraz czkam aż do mnie dotrze.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do siebie:
    http://monicas-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ostatecznie się skusiłaś :D

      Usuń
  8. Czytałam i chociaż nie jest to wybitna książka, to bardzo ją polubiłam. Hassan jest jednym z moich ulubionych bohaterów, uwielbiam jego poczucie humoru. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja swoją przygodę z Panem Zielonym zaczęłam właśnie od tej książki. Była ona naprawdę dobra i z chęcią będę czytać kolejne jego pozycje :D
    http://pizama-w-koty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie rozumiem czemu spotykam się z samymi negatywnymi recenzjami tej książki. Jesteś pierwsza, która myśli tak samo jak ja - jedna z naprawdę dobrych greenowych książek. Nie wiem czemu ludzie nie potrafią tego w niej dostrzec. Jest taka jak powinna być, zabawna, ironiczna i po prostu 'greenowa'.
    "19 razy Katherine" podobało mi się o wiele bardziej niż "Szukając Alaski", którym wszyscy się zachwycają, a ja tyle się z nią męczyłam i wprost szkoda mi pieniędzy, które na nią wydałam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również gorąco polecam "19 razy Katherine".. Przeczytałam tę książkę w jeden dzień! Jest świetna - tak jak mówisz, typowo "greenowa", czyli zabawna, ironiczna, pełna nastolatków i ich świata. Szczerze mówiąc, to chyba moja ulubiona powieść Johna :).

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.