piątek, 31 lipca 2015

PÓJDZIESZ DO PAPIEROWYCH MIAST I NIGDY JUŻ NIE POWRÓCISZ / recenzja filmu



★★★★★★★★★★



Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest


  Dzięki Alisce miałam wczoraj okazję wybrać się na przedpremierowy pokaz Papierowych miast. Na film czekałam dość długo, książkę przeczytałam już jakiś czas temu i śledziłam powstawanie filmu (podobnie jak Gwiazd naszych wina) od początku, dlatego ta ekranizacja miała dla mnie bardzo duże znaczenie.

    Wraz z ogłoszeniem obsady pojawiło się wiele obaw - czy Cara naprawdę da radę jako aktorka i zagra odpowiednio Margo? Czy Nat Wolf (którego i tak bardzo lubię) nie jest już zbyt często na ekranach kin? Czy film będzie dorównywał GNW? Wszystkie te pytania zrodziły się w mojej głowie zupełnie niepotrzebnie, bo Papierowe miasta, podobnie jak książka, są genialne.

    Niektórym akurat ta książka Johna Greena się nie podobała, jednak dla mnie Papierowe miasta mają ogromne znaczenie i są moją ulubioną powieścią pana Zielonego, głównie ze względu na humor i wątek przyjaźni. Jeżeli chcecie przeczytać więcej o moich odczuciach co do książki to ponad rok temu na blogu pojawiła się recenzja. Wskazane jest nawet, abyście ją przeczytali zanim zapoznacie się z dalszą recenzją filmu. ;)

 

Mówię ci, tylko popatrz Q: popatrz na te wszystkie ślepe zaułki, ulice, które zawracają na siebie, wszystkie te domy wybudowane po to by się rozpaść. Na wszystkich tych papierowych ludzi mieszkających w swych papierowych domach i wypalających swoją przyszłość, byle tylko siedzieć w cieple.
 
    Zacznijmy od tego, że nie było co się martwić o aktorów - Cara jest idealna dla roli Margo, dodatkowo ma cudowny głos (nie da się ukryć, że mam słabość do brytyjskiego akcentu). Podobnie jak w książce Margo nie jest w filmie aż tak dużo, w końcu to na poszukiwaniach głównie opiera się i książka i film, ale i tak uważam, że Cara poradziła sobie świetnie i zdecydowanie będę oglądać inne filmy z jej udziałem. Jak już wspominałam, Nat pojawiał się ostatnio w wielu filmach dla młodzieży, grał też przecież w GNW, ale zdecydowanie do roli Q pasował idealnie. Znów pokazał jak dobrym jest aktorem i że potrafi się wczuć w kilka różnych postaci - zdecydowanie nie jest to aktor jednej roli. Pozostali bohaterowie - Radar, Angela, Lacey i Ben - według mnie każdy aktor dobrany idealnie. Aktor grający Radara sprawił, że troszeczkę bardziej  polubiłam tą postać, bo w książce był on dla mnie raczej neutralny. Moja ulubiona postać z książki - Ben, był w filmie tak samo genialny i zabawny. 

     Obwiałam się, że ekranizacja nie dorówna książce, ale się myliłam - jest zdecydowanie tak samo dobra jak powieść Greena, jest idealna. Tak jak napisałam w swojej recenzji książki rok temu - dla mnie Papierowe miasta są opowieścią nie o miłości, ale o przyjaźni. I taki też jest film. W niektórych momentach wydawało mi się, że aktorzy grający  trzy główne role -  Q, Bena i Radara nie do końca trzymają się scenariusza i grają tak, jakby ze sobą po prostu rozmawiali, jakby świetnie się razem bawili także prywatnie. Może to wynik świetnej gry aktorskiej, ale może mam rację i sceny były troszkę improwizowane haha.  Jednym z powodów dla których tak kocham Papierowe miasta jest humor - podczas oglądania filmu wiele razy cała sala wybuchała śmiechem, a ja kilka razy wręcz płakałam. Sceny chłopaków są mistrzowskie i mam ochotę jeszcze raz wybrać się do kina. 

   Oglądając film przypomniałam sobie jak ogromne znaczenie miała dla mnie książka. Mimo tego samego tematu to film inaczej interpretuje książkę Greena - ale to dobrze, każdy ma inny sposób odbioru  czytanej powieści. Siedząc w konie znów poczułam ciarki słuchając Cary, gdy jako Margo tłumaczy Q idee papierowych miast i znów sama poczułam się jak papierowa dziewczyna w papierowym mieście. Troszeczkę zagubiona i troszeczkę przerażona upływającym czasem. 

   Pomijając już fakt, że ekranizacja jest genialna, a aktorzy grają świetnie chciałam podkreślić wątek przyjaźni. Ten film uświadomi Wam wiele rzeczy i mimo kilku zmian w scenariuszu w ogóle nie uważam, żeby były zbędne, a wręcz dobrze, że tak się stało. Odnalezienie prawdziwego siebie i tego, co chce się tak naprawdę robić w życiu jest bardzo ważnym tematem, który rzadko porusza się w filmach, dlatego postać Margo jest w tym filmie tak istotna. No i przyjaciele są jednymi z najważniejszych osób w życiu, jak nie najważniejszymi - są wtedy kiedy wszyscy się od ciebie odwracają, wtedy kiedy musisz przejechać ponad 2000 kilometrów i wtedy, kiedy coś ważnego się dla Ciebie kończy lub zaczyna. I warto o tym pamiętać. 


Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.
 

Trzymajcie się ciepło :*

10 komentarzy:

  1. Na film wybieram się dzisiaj o 22 i miałam lekkie obawy co do aktorów, ale udało Ci się je rozwiać:) Książka podobała mi się straaasznie i mam nadzieję, że film będzie tak samo dobry :)

    desiaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kocham książkę i mimo kilku zmian tak samo pokochałam film! <3

      Usuń
  2. Też mam trochę wątpliwości co do filmu, szczególnie do Cary. Trochę mnie uspokoiłaś, jednak tak na 100% to okaże się dopiero jak obejrzę, jednak raczej nie nastąpi to szybko, bo w żadnym kinie w promieniu 60 km od mojego miasta nie grają PM! :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie trzymam kciuki, żeby udało ci się zobaczyć szybko film! :( a co do Cary to faktycznie nie ma się czym martwić! :D

      Usuń
  3. Ostatni gif rozwala wszystko! XD
    Moje zdanie na temat filmu już znasz i zachwytów nad nim nie będzie u mnie końca. Nigdy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GIF troszeczkę nie pasował do moich rozkmin, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby go tu nie wkleić XD

      Usuń
  4. Czytałam książkę i pokochałam Bena.
    Obejrzalam film i zakochałam się w nim od nowa 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo hahaha <3 Piąteczka! :D

      Usuń
  5. Książa bardzo mi się podobała, natomiast do filmu mam niestety dużo zastrzeżeń. Z pewnością są gorszą ekranizacją niż GWN, a Papierowe dużo tracą, gdyż pozmieniali kolejność wydarzeń kilka ciekawych scen, które bardzo podobały mi się w książce w filmie ich nie było i jak dla mnie zakończenie było porażką, poszli na milk shake, serioo??

    http://diamentowe-slowa.blogspot.com/ POZDRAWIAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie zakończenie nie jest aż takie złe ;) Ile ludzi, tyle opinii, ale chyba nie chodziło w nim tylko o ten milk shake hahaha. Dla mnie PM to przyjaźń, więc z kina zdecydowanie nie wyszłam zawiedziona ;) No cóż, GNW trudno dorównać, zdecydowanie, ale i tak pokochałam ekranizację PM <3

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.