piątek, 4 września 2015

SZKOŁA


    

   Wstajesz rano. Bardzo rano, w sumie to zależy gdzie dokładnie mieszkasz, ale dla każdego z nas to i tak jest po prostu rano. W taki dzień nic nie robisz powoli, bo i tak mimo że wstałeś wcześnie to i tak za późno. Szybko do łazienki, szybko się ubrać, zgarnąć potrzebne rzeczy. Może starczy czasu na śniadanie. Dwa łyki herbaty i wychodzisz.

    Spędzasz w szkole od kilkunastu lat praktycznie codziennie 8 godzin. Wymaga się od ciebie przygotowania na każdą lekcję, odrobienia pracy domowej z każdego, nawet tak bezsensownego przedmiotu jak plastyka czy przyroda dla humanistów. Wymaga się abyś był aktywny, chętny do pracy, miły dla wszystkich, ubrał się odpowiednio, znał odpowiedzi na każde pytanie z dowolnego zakresu materiału. Musisz być przygotowany na wszystko, bo jest jeszcze jedna zasada, najważniejsza. Nauczyciel w polskiej szkole ma ostatnie słowo. I nawet jeżeli się myli, to niestety ma rację.

   Nauczycielem trzeba być z powołania. Inaczej jest się okropnym, nachmurzonym belfrem, który jedyne co potrafi to krzyczeć na ucznia. Po tylu latach w szkole rozumiem każdy aspekt życia w szkole, nawet bycie nauczycielem. Praca jest cholernie ciężka. I to psychicznie. Ale nie powoduje to, że będę współczuła teraz każdemu nauczycielowi w tym kraju i usprawiedliwiała ich każde zachowanie tym, że przecież praca w szkole jest taka ciężka

   Nauczyciele, tak jak każdy z nas, są po prostu ludźmi. I mają prawo mieć gorszy dzień, źle się poczuć, mieć skomplikowaną sytuację rodzinną, która zajmuje nieustannie ich myśli. Ale każdy z nich ma obowiązek oddzielić swoje prywatne problemy od życia zawodowego, bo to wpisuje się w zakres ich obowiązków. Powiecie teraz, że zaprzeczam sama sobie - mówię, że są tylko ludźmi, a potem tłumaczę, że powinni ukrywać sprawy osobiste. Ale to niestety prawda. Taki już jest ten zawód. Mało tego. Od nas, uczniów, wymaga się tego samego

   Źle się wczoraj czułeś? Umarł ci chomik? Nie obchodzi mnie to, zgłoś nieprzygotowanie, albo jeden, miałeś dużo czasu na pracę domową.

   Problem w tym, że czasu wcale nie jest dużo. Z doświadczenia wiem, że jeżeli trafi się naprawdę ciężki tydzień, to człowiekowi odechciewa się żyć. Sprawdziany codziennie, czasem dwa jednego dnia, bo nie wyrobimy się z materiałem, nie obchodzi mnie, że jutro macie też sprawdzian z historii. Codziennie musisz być przygotowanym, mieć każdy podręcznik, zeszyt, ćwiczenia i Bóg wie co jeszcze. Głowę ucznia zawala się milionem niepotrzebnych rzeczy i zapomina o tych najważniejszych - bo przecież data powstania jakiejś pieprzonej piramidy (i to jeszcze przybliżona, bo przecież historycy się nadal sprzeczają) jest ważniejsza niż szybsze przejście do historii ojczystego kraju. Humaniści muszą wiedzieć czym jest funkcja liniowa, a matematycy umieć rozkładać zdania na wykresach. Na pewno kiedyś tam, w przyszłości, przyszły pracodawca zapyta mnie, jak utworzyć funkcję liniową albo jak liczyć logarytmy, bo to przecież tak cholernie istotne w normalnym, dojrzałym życiu. Bo to jest problem polskiej szkoły - ona nie uczy życia. Niby chodzisz na WOS, ale będziesz się musiał tam nauczyć na pamięć nazwisk wszystkich ministrów, a nie dowiesz się jak się płaci podatki, co się robi w konkretnym urzędzie etc. Niby chodzisz na tę historię, ale z doświadczenia powiem ci, że jeżeli zdążycie przerobić materiał do II wojny światowej to wygraliście los na loterii. Niby chodzisz na matematykę, ale liczenie powierzchni, co mogłoby się przydać do pomalowania ścian w pokoju albo zamiana jednostek ostatnio były w trzeciej klasie podstawówki, więc wiedza troszeczkę już wyparowała, bo teraz logarytmy i cechy funkcji są najważniejsze. Niby chodzisz na wiele lekcji, ale nagle, po maturze, masz kilka problemów z zapisaniem się na studia, bo nikt ci nigdy nie wytłumaczył jak to dokładnie działa. Czy to tak trudno zrobić akcję współpracy uniwersytetów ze szkołami średnimi i nauczyć tych prostych (jak się później okazuje), ale przydatnych informacji o rekrutacji i jej funkcjonowaniu?

   Powiecie mi teraz - ot co, kolejna rozgoryczona nastolatka, pisze tak, bo wakacje się skończyły i wróciła do szkoły. A tu Was zaskoczę, na instytucję, jaką jest szkoła patrzę zupełnie trzeźwym i pozbawionych już tych silnych emocji wzrokiem, bo skończyłam ją w maju, a pierwszego września nie rozpoczęłam kolejnego roku nauki. Czekają mnie jeszcze studia, a owszem, ale ten tekst jest o publicznym, obowiązkowym nauczaniu w Polsce. Które jest jednocześnie okropne i cudowne. Bo program i większość rozgoryczonych nim nauczycieli, którzy w szkole siedzą już tyle, że jednocześnie nienawidzą i jej i uczniów są okropne. Ale nauczanie nie zawsze jest. Wystarczy, że trafi sie te kilka dobrych duszyczek, które są nie tylko dobrymi nauczycielami, ale przede wszystkim dobrymi ludźmi. Którzy okazują słabość, też miewają gorsze dni, ale przyznają się do błędu. Duszyczek, które przywracają wiarę w polską szkołę i których spotkałam na swojej szkolnej drodze i za to im dziękuję.

   Mimo tych wielu negatywnych, ale niestety prawdziwych słów mam dla Was, drodzy czytelnicy, oczywistą oczywistość. Polska szkoła nigdy się nie zmieni. I Wy zawsze będziecie musieli do niej chodzić (dopóki jej, oczywiście, nie skończycie). Ale jeżeli się to zaakceptuje i mimo wszystko zachowa swój rozum to gimnazjum i liceum mogą być najlepszymi latami wspomnień w Waszym życiu. Uwierzcie mi, to tam poznacie najlepszych ludzi. I tych najgorszych zresztą też. I dlatego właśnie polska szkoła, mimo wszystko, jest dosłownie szkołą życia. Bo pokazuje ci jak cholernie niesprawiedliwe czasami bywa.

   Ale to, że musicie rano wstać, że będziecie zmęczeni w piątki tak, że już nie będziecie mieli siły na zjedzenie kolacji, że nauczyciele będą Was tłamsić, że od pierwszej liceum będziecie słyszeli, że matura to najważniejszy egzamin Waszego życia przestaje być ważne, kiedy macie ludzi wokół siebie. A ja w Was wierzę, powodzenia <3


Trzymajcie się ciepło :*

11 komentarzy:

  1. Mądry tekst :) Ja się ogromnie cieszę,że już skończyłam szkołę. Jak sobie pomyślę,że miałabym siedzieć teraz w sali od matematyki i liczyć te masakryczne funkcje(których zresztą nigdy nie umiałam) to chyba bym zwariowała. Zgadzam się z Tobą co do tego,że szkoła w ogóle nie uczy życia, chociażby te sprawy organizacyjne ze studiami. Gdzie, co, jak - miałam te same problemy i teraz zresztą też cały czas stresuje mnie październik :/ Co do nauczycieli - spotkałam na swojej drodze pełno z nich, którzy w ogóle nie powinni wykonywać tego zawodu - czasem się zastanawiałam,jak to się stało że taka konkretna osoba zdecydowała się uczyć skoro ma do tego taką olewkę? Zero pasji do przekazywania przedmiotu, ciągłe podpieranie się książką, nic od siebie. Eh, aż mnie ciarki przechodzą jak pomyśle że ci moim niektórzy ''nauczyciele'' z liceum nadal męczą tych biedaków. Ale do trójki nauczycieli w liceum miałam szczęście - były to kobiety z pasją, chciały nauczyć i zainteresować ucznia. Tylko że niestety takie perełki zdarzają się coraz rzadziej :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się składa, że dosłownie wczoraj na polskim pisaliśmy o tym jak w szkole jest, a jak powinno być. Gdybyś dodała ten post wczoraj, to, nie żartuje, wyszłabym na środek klasy i napisała na tablicy link do tego postu. A potem siłą umysłu zmusiła wszystkich, bo go przeczytali. W sumie nadal mogę to zrobić.
    Bo zgadzam się z tobą w stu procentach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post. Muszę przyznać, że ja akurat miałam szczęście i wielu nauczycieli, których spotkałam wybrało swój zawód z powołania. I teraz naprawdę miło ich wspominam, nawet jeżeli byli wymagający :) A tych, którzy przychodzili na lekcje wiecznie naburmuszeni, a zaliczenia były u nich banalne, kompletnie nie pamiętam. Nawet ich nazwisk nie potrafię wymienić.
    Co do tego ciągłego przygotowania - teraz masz studia, więc luz. Cały semestr można się obijać, a na sesji przycisnąć i da się przejść. Oczywiście są osoby, które na laborki/ćwiczenia się przygotowywały, ale nie było ich wiele. ;D Uroki studenckiego życia!
    A co do zapisów to my mieliśmy spotkanie przed rozpoczęciem studiów, na którym pokazywali nam jak zapisać się na przedmioty i ogólnie mówili jak działa Politechnika ;)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my nie mieliśmy za bardzo takich spotkań :c co jak co, ale na UW mają na wszystkich równo wywalone haha bynajmniej jak na razie ;)

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz jak ten wpis podniósł mnie na duchu.. dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę, że poprawiłam komuś humor <3

      Usuń
  5. Szkoła wytwarza jedynie jedną wielką szarą masę, którą będzie się dobrze manipulować. Zabić myślenie, zabić kreatywność, pozostawić człowieka na pastwę kluczy i odpowiedzi "poprawniejszych" od innych. A później dziwota, że nikt nie umie załatwić czegoś w urzędzie, że nikt nie porozumie się z obcokrajowcem szukającym drogi, bo przecież przez całą szkołę tłukło się tylko gramatykę i nic więcej.

    Na szczęście to już za mną... a wszystkim uczniom pozostaje życzyć cierpliwości. Choć - ostrzegam - na studiach bywa jeszcze ciekawiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szara masa - bardzo trafnie to ujęłaś. Czasem mi się zdaje, że władza chce stworzyć tylko bezmózgie społeczeństwo, które będzie się bez komentarza na wszystko godzić i cicho sobie pracować ;) Co do studiów - jestem właśnie w trakcie logowania na wszelkie dziwne dziwności na USOSie i zgadzam się z tym, że faktycznie na studiach jest jeszcze ciekawiej, a przecież ich jeszcze nawet nie zaczęłam haha ;)

      Usuń
    2. Oj, tak byłoby dla nich najlepiej :) nie musieliby sobie głowy głupimi kampaniami zawracać :) A co do uczelni, to przygotuj się na wielkie olewanie ze strony prowadzących... niestety :)

      Usuń
  6. W stu procentach się z tobą zgadzam, szczególnie jeśli chodzi procedury rekrutacji na studia. Szkoły powinny zorganizowac chociaż jedną godzinę podczas której wytłumaczyłyby jak to się wszystko odbywa. Ale nie, radźcie sobie sami, poszukajcie sobie w Internecie, tam wszystko jest (nie, nie ma).
    Czekam na dalsze posty i filmiki i przy okazji zapraszam do siebie ;)
    http://castleona-cloud.blogspot.com
    P S PJONA za "Breakfast club", jeden z moich ulubionych filmów :D

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.