piątek, 12 lutego 2016

CO MYŚLĘ O KSIĄŻKOWEJ BLOGOSFERZE? (ale na szczęście nie o całej)


   



   Nigdy nie opublikowałam takiego tekstu. Nie lubię robić wokół siebie szumu, siedzę tu sobie cichutko i nie publikuję nic kontrowersyjnego. Ale...

    Postanowiłam napisać i opublikować tego posta po przeczytaniu tekstu Kariny oraz prawie wszystkich pod nim komentarzy. Proszę, idźcie najpierw do niej i jeżeli nie komentarze to przeczytajcie chociaż jej rozważania, bo to ona była osobą, która postawiła mnie w przekonaniu, że o takich rzeczach trzeba pisać i ten post jest odpowiedzią właśnie na jej tekst. Mimo że podobne rzeczy i tematy chodziły mi po głowie już od dłuższego czasu i nagrałam nawet dwa filmiki to żadnego z nich nie opublikowałam, bo nie byłam w pełni zadowolona z tego, jak ujmuje to wszystko w słowa. Może więc pisanie wychodzi mi lepiej i, mimo że w filmiku moglibyście zobaczyć moje emocje czy gesty, to jednak post będzie najlepszą formą, aby to wszystko opowiedzieć, również z tego powodu, że w moim przypadku podejmowany temat dotyczy głównie bloga, a nie kanału. Porozmawiajmy o tym ok?

    Kilka miesięcy temu obejrzałam filmik jednej z zagranicznych booktuberek, która mówi w nim, że booktube sprawia, że ludzie chcą mieć tylko piękne, błyszczące książki, skupiają się na chęci posiadania, a nie na tym, o co w tym tak naprawdę chodzi. Na treści. Jeżeli angielski nie sprawia Wam problemów to serdecznie zapraszam do obejrzenia tego, co dziewczyna ma do powiedzenia, bo mówi naprawdę ważne i mądre rzeczy. Po obejrzeniu nagrałam filmik, w którym mówiłam co myślę na ten temat. Filmik nigdy kanału nawet nie zahaczył, mało tego, prawdopodobnie nie skończyłam go nawet montować. Dlaczego? Bo zwyczajnie po kilku dniach emocje opadły i zrezygnowałam. No bo po co wszczynać w blogosferze kolejną dyskusję, która podzieli recenzentów i książkoholików jak to już nie raz u nas bywało. Nie chcę przecież zostać oskarżona o nagrywanie specjalnie o temacie dla blogerów wrażliwym ,  żeby zebrać jak najwięcej wyświetleń.

    Ale wiecie co?  Mam coś do powiedzenia na ten temat. Mam swoje własne poglądy i własne blogowe grzeszki. I mam zamiar Wam wszystko ładnie przedstawić w poniższym tekście. Uderzając jedynie w siebie. Na swoim przykładzie, nie urażając (mam nadzieję) nikogo, bo celem tego nie jest uderzenie w konkretne osoby, a jedynie taka mała, blogowa spowiedź. 

    Prawda jest taka, że jak ktoś już jest w książkowej blogo i vlogo sferze to zauważa schematy. Zauważa prawa, jakimi kieruje się ta społeczność. Tak jest w każdej branży na świecie i jest tak i w naszej internetowej branży , temu nie ma się co dziwić. Po kilku miesiącach wiedziałam co zrobić, aby opublikować post, który będzie miał dużo wyświetleń i jakiego maila napisać do wydawnictwa aby zaakceptowali współpracę z tobą i wysłali darmowy (!!!) egzemplarz recenzencki.  Ale przeglądając blogi mam wrażenie, że czytam w kółko jedno i to samo i tak rzadko trafiam na coś, co mnie naprawdę zainteresuje.

   Powiem Wam prawdę, bolesną, ale prawdę. Nie czytam większości blogów. Waszych blogów, blogów znajomych, blogów osób, które są najpopularniejsze. Z jednego prostego względu - nudzą mnie. Karina w swoim tekście miała rację - nie wszyscy, ale większość polskich blogów książkowych jest po prostu nudna. Na początku miesiąca u wszystkich jest TBR, premiery na kolejny miesiąc, u niektórych spóźnione podsumowania i stosiki, setny raz Liebster Blog Award z tymi samymi pytaniami co zawsze. I zapomniałam o jednym - tagi. Nie lubię tagów. Jeden tag na milion to tag o czymś sensownym. Pół roku temu zrobił się BUM na autorskie tagi. Niektórzy wymyślili coś fajnego, oryginalnego, wartego odpowiedzenia na pytania. Ale takie tagi zaginęły w tłumie tagów o smerfach, kotkach, pieskach, herbatach i kawach. Kolejne  komentarze na blogu mnie nie cieszyły. Bo były pod postem dla mnie ważnym, ale ich treść znaczyła jedno - nie czytałam twojego tekstu, ale nominowałam/em cię do kolejnego tagu, tym razem o psie mojej sąsiadki. Z tymi samymi pytaniami, tylko innymi kategoriami.

   Egzemplarze recenzenckie  zżerają blogerów.  Premiera nowej książki wiąże się z tymi samymi recenzjami na przynajmniej 15 blogach. Nic w tym złego, że wydawnictwa wysyłają nam książki. Od tego chcemy być  i ja też chciałam- od czytania i ich recenzowania. Za darmo!  Ale niektórzy biorą wszystko. Jak leci. I nie wmówicie mi, że nie, dostaję te same maile co i inni i wiem, co i od kogo kto dostał ;) Problem wyglądał tak, że swego czasu egzemplarze recenzenckie zawładnęły mną tak bardzo, że nie czytałam nic innego. Porzuciłam to, że mogłam pisać w najróżniejszy sposób o książkach dla podobnej do innych, pisanej w ostatniej chwili recenzji, o książkach, których tak naprawdę nie planowałam czytać. Tak wyszło, bo dostałam darmowy egzemplarz.

   Idealna nie jestem i swoje za książkowymi uszami też mam. Robiłam te wszystkie LBA, tagi... Do czasu kiedy jeden z komentarzy pod tagiem na kanale uderzył we mnie szczególnie. Nie był to hejt  tylko prawdziwa, konstruktywna krytyka. Uświadomił mi, że faktycznie, ale stać mnie na więcej, nie jestem już w gimnazjum i to nie tak chciałam, aby wyglądało to, co robię w Internecie. Postanowiłam coś zmienić i staram się robić coś inaczej. Zablokowałam istniejące tagi na kanale, ale blog nadal przewija mi się przed oczami i mam wrażenie, ze coś tu jest nie tak.

    Na moim blogu najwięcej wyświetleń mają tagi i rankingi. Super je zrobić od czasu do czasu, ale najmniej pracy do nich przykładam, bądźmy ze sobą szczerzy. Najwięcej siedzę nad recenzjami, które mają zawsze najmniej wyświetleń. I czy to ja robię coś źle? Czy jestem jednym z tych blogów, które mnie samą nudzą? Czy wpadłam już w blogowy schemat, którego moje hipsterskie ja tak bardzo chciało uniknąć? 

    Nie wiem, ale od dziś nie mam zamiaru dodawać tylko recenzji i zdjęciowych podsumowań.  Karina przypomniała mi coś, na co miałam nadzieję, kiedy tylko zaczynałam blogowanie - na publikowanie postów, które wywołają dyskusję, rozmowę,  rozważania na dany temat u czytelnika.  I wiecie co? Nie obchodzi mnie zbytnio to, że wyświetlenia nagle spadną. Ważne, że będzie to czytał ktoś, kto chce to czytać i się zaangażować.  A nie tylko zostawić obowiązkowy komentarz super post, zapraszam do siebie.


   Ale kiedy próbuję zrobić coś nowego, zainteresować kogoś kreatywnym postem/recenzją nagle okazuje się, że mało kto komentuje, ale... inni też wpadają na tak 'genialny i oryginalny pomysł'. Ludzie nagle robią podobne rzeczy i zanim się obejrzę na 10 blogach jest coś podobnego i z jednej strony fajnie, że ktoś się tobą inspiruje, ale z drugiej... To strasznie podcina skrzydła - czego nie opublikuję, to przestanie być czymś moim, czymś co ja wymyśliłam, bo kolejne osoby to przetwarzają i powstają wtórne wersje, co najgorsze i najbardziej bolesne, bez odwołań do mnie. I martwi mnie, że ktoś trafi na mojego bloga później niż do osoby, która czymś się zainspirowała i powie 'no kurde, ale to jest tak jak u XYZ, pewnie ściągnęła z niej pfff'. No ale kurczę, to ode mnie wyszedł oryginalny pomysł. Książkowa blogosfera już taka jest, może nie tylko ona, ale jeżeli jesteście blogerami to na pewno wiecie o czym teraz mówię.

   Na sam koniec. Wiem, że przed monitorami połowa z Was zdążyła się już nieźle na mnie zdenerwować. Nie uderzam w konkretne osoby, nie próbuję też wszystkich włożyć do jednego worka - proszę weźcie to pod uwagę. Każdy ma prawo do własnego zdania, a moja wizja książkowej blogosfery zdecydowanie różni się od tej, którą widzę codziennie wokół siebie, dlatego w końcu postanowiłam o tym napisać. Nie jest to jednak uogólnienie, bo w polskiej książkowej blogosferze jest wiele cudownych miejsc. Ale myślę, że wielu z nas stać na coś więcej. Wliczając w to mnie, bo też nie jestem idealna. I darujcie sobie proszę również komentarze typy kontrowersyjny post tylko dla wyświetleń albo jak Ci się nie podoba to możesz nie należeć do książkowej blogosfery, bo to już wiem i, mimo wszystko, kocham ją zbyt mocno, żeby ją zostawić :)


Komentujcie, dyskutujcie, rozmawiajcie na dole. 
Proszę

I trzymajcie się ciepło :* 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.