piątek, 26 lutego 2016

Dlaczego nauczyłam się lubić nieidealnych bohaterów (i ich nieidealne historie) // Nick i Norah. Playlista dla dwojga

 ★★★★★★★☆☆☆


Kiedy byłam w podstawówce i gimnazjum bardzo irytowały mnie bohaterki, które robiły coś 'nie tak, jak ja bym to zrobiła'. Krzywiłam się, kiedy któryś z męskich bohaterów powiedział coś nie tak, coś, według mnie, zupełnie przypałowego, przez co już na starcie był przeze mnie skreślany z potencjalnej listy książkowych chłopaków. 


Już chyba od dwóch lat kręcę nosem właśnie na tych bohaterów, których uwielbiałam, kiedy byłam młodsza. Nie twierdzę, że mam cudowne doświadczenie i jestem tak bardzo dorosła i czego to ja w życiu nie widziałam. No ale przyznacie, że moje dziewiętnastoletnie ja wie już na pewno więcej niż dwunastoletnie. I teraz kocham bohaterów nieidealnych. Na perfekcyjnie uczące się, chodzące, śpiące, mówiące i w ogóle istniejące panienki kręcę głową, a przystojniacy, którzy dodatkowo są niezwykle miłosierni, odważni i zakochują się w najbardziej nieśmiałej dziewczynie w szkole są od razu skreślani. No chyba, że mają ironiczne poczucie humoru, wtedy mogę im wybaczyć. Ale nie odbiegajmy od tematu, nie o chłopakach przyszłam tu dzisiaj mówić.

Teraz kocham bohaterów nieidealnych, bo przecież nikt nie jest idealny. A ja nie lubię być oszukiwana. Nawet w czasie czytania książek. 

Jeżeli już rozmawiamy o tych nieidealnych bohaterach i fabule, która w ogóle nie odstaje od mojej wizji dzisiejszego świata, to podejmijmy temat ostatnio przeczytanej przeze mnie książki Nick i Norah. Playlista dla dwojga. Tytuł jak z taniej miłostki dla mnie sprzed kilku lat, ale wnętrze już zdecydowanie dla teraźniejszej mnie.

Norah nie wie co zrobić ze swoją przyszłością. Jest w życiowej kropce. No i dodatkowo musi zajmować się pijaną przyjaciółką. Z jakiegoś powodu wszystkie muzyczne kluby w Nowym Yorku stoją przed nią otworem. Nick jest jedynym heteroseksualistą w zespole, który nadal nie zdecydował się na nazwę. No i biedny chłopak ciągle przeżywa rozstanie ze swoją byłą. A przecież robił takie cudowne składanki, więc w czym był problem? 

Ich historia zaczyna się dość banalnie - ile to już filmów i książek zaczynaliśmy od czy nie miałabyś nic przeciwko udawaniu mojej dziewczyny przez najbliższe 5 minut? Ale ja chyba lubię właśnie takie proste, banalne i trochę krępujące rozwinięcie akcji. No bo nietrudno wyobrazić sobie zatłoczony klub w późny sobotni wieczór i grupę nastolatków, z których każde ma własne problemy i tajemnice. Najlepsze w tej historii jest to, że między nimi nie ma od razu cudownego i byli razem długo i szczęśliwie. Są kłótnie, jest milczenie, jest coś, co mimo wszystko ciągnie ich do siebie i wiele przeszkód i przeszłości, która ciągnie się za każdym z nich. 

Nick i Norah. Playlista dla dwojga byłoby przesłodzonym romansidłem, gdyby nie miało tych małych, nieidealnych momentów, kiedy czasami aż krzywisz się czytając, bo to jest takie... no cóż, jednak prawdziwe. W życiu nie wszystko jest usłane różami, a wokół nas nie tańczą jednorożce (mimo że bardzo bym tego chciała). Zanim całkowicie zamienię się w filozofa i życiową Chodakowską, która powie Wam Nikt nie jest idealny, jesteście cudowni, dacie radę! skończę tę recenzję i zapytam tylko na koniec - czytaliście może, czy chcielibyście przeczytać Nick i Norah. Playlista dla dwojga?
 

Dajcie znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.