piątek, 22 kwietnia 2016

OKRADZIONA Z TOŻSAMOŚCI PRZEZ BLOGOSFERĘ

 
  
   Ci z czytelników, którzy są także blogerami bardzo dobrze mnie zrozumieją. Ci, którzy nimi nie są mam nadzieję również, bo nie jest to sprawa wyrwana zupełnie z ludzkich doświadczeń. Chciałam już dawno napisać o tym 'problemie', który mnie tu spotkał, chociaż możecie mnie uznać za zbyt wrażliwą i zadufaną w sobie.


   Wyobraźcie sobie, że macie coś swojego. Od początku do końca stworzyliście to sami - uczyliście się od podstaw, pisaliście, robiliście zdjęcia i staraliście się, żeby to coś, był oryginalne. Nie trudno się domyśleć, że mówię tu o mojej działalności  w blogosferze. Ci, którzy przechodzili ten sam proces wiedzą z czym się on wiąże - bycie informatykiem, mimo że nie ma się pojęcia o HTMLu, kilka godzin nad jednym postem czy filmikiem, problemy ze sprzętem czy Internetem. Ale to jest coś, co uwielbiam robić. Kocham to, sprawia mi to radość.

   Ale nie wtedy, kiedy ktoś tę pracę kradnie.

   Coś na co pracowałam kilka godzin, na całokształt już kilka lat, nagle zostaje po prostu skopiowane na czyjegoś bloga i bezczelnie opublikowane. Ta sytuacja zdarzyła się kilka miesięcy temu, a ja, naprawdę bardzo zdenerwowana, ale jednak nadal opanowana, postanowiłam nie ujawniać tej osoby publicznie tylko... napisać do niej maila. Usunęła posty z moimi recenzjami, a jej argumentem było 'wiem, że skopiowałam twoje posty, ale przepraszam'. Serio, takie jest wytłumaczenie za kradzież? Ale ja jestem osobą, która nie lubi krzywdzić innych, dlatego dziewczynie dałam drugą szansę i obiecałam, że publicznie tego nie powiem. Teraz już wiem, że był to ogromny błąd, bo rzecz się dzieje nadal, tylko pod odrobinę zmienioną postacią. Ale obiecałam, że publicznie nie powiem jaki to był blog, więc słowa dotrzymam. Ale jeżeli siedzicie w blogosferze tak jak ja to będziecie wiedzieli o czym mówię.

   Aktualnie osoba, o której wyżej pisałam oparła się nie, tak jak jej radziłam w mailu - na własnych pomysłach,  ale na zastrzeżeniu, które wspomniałam przy kwestii kradzieży - żeby pisać kim się zainspirowała i dać do niego odnośnik. No i teraz ta osoba tworzy i rozwija swojego bloga na tej podstawie. A to seria zainspirowana, a to filmiki na YouTube, a to zdjęcia na Instagramie. Ta osoba ma taką samą ścianę z inspiracjami w pokoju jak ja. Z zakładkami, które ja dostałam od Alicji. Kilka dni po upublicznieniu moich playlist na Spotify okazuje się, że słucha tej samej, mało znanej muzyki. Teraz czuję się nie tylko okradziona z postów - teraz czuję się też stalkowana i okradziona z tożsamości.

   Możecie powiedzieć - to przypadek, przesadzasz. Coś dużo tych przypadków. Możecie powiedzieć - to komplement, że ktoś się Tobą chce zainspirować. Ale ja źle się z tym czuję. Wiem, że ta osoba to czyta. I nie chcę teraz ani jej obrażać, ani mówić co ma robić, ale powiem tylko jedno - czy naprawdę wolisz ściągać wszystko od innych i nie być prawdziwą sobą? Czy naprawdę nie masz pomysłu na siebie czy bloga? Czy naprawdę wolisz zawdzięczać sukces temu, że coś ukradłaś niż samej sobie? Sama nad tym pomyśl, ja nie będę prawić wykładów i umoralniać, bo nie od tego jestem. Ja jestem sobą. To jest najważniejsze.

   Kwestia kradzieży na blogosferze i 'masowego inspirowanie się innymi' sprawiła, że zanim coś zrobię boję się, że za chwilę to już nie będzie moje. Czasami mam ochotę się 'spakować' i stąd wynieść na zawsze, niż siedzieć w miejscu pełnym złodziei, pomiędzy którymi raz na 10 osób zdarzają się cudowne perełki, które same pracują na własnego bloga. Chwała Wam za to, dzięki Wam i czytelnikom jeszcze stąd nie uciekłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.