wtorek, 17 maja 2016

LEKTUR SZEŚĆ, CZYLI CO ROBIŁAM PRZEZ OSTATNIE TYGODNIE

       Nie wiem czy niestudiująca część tutejszej widowni wie, że studiując trzeba wyrabiać sobie punkty dodatkowymi zajęciami. Nie muszą to być zajęcia z zakresu Twojego kierunku, jak chcesz to możesz iść na zajęcia o hodowli storczyków (naprawdę takie zajęcia istnieją) studiując prawo, ale wybrać coś trzeba. Jednym z wybranych przeze mnie przedmiotów zostały w tym półroczu zajęcia o literaturze popularnej, co wiąże się z częstym czytaniem lektur. Z czytaniem książek, za które pewnie sama bym się nigdy nie zabrała (bo nie wiedziałam nawet, że istnieją). Kolejne przeczytałam już na inne zajęcia, ale uważam, że też są warte wspomnienia. Postanowiłam podzielić się z Wami krótkimi opiniami sześciu z moich studenckich lektur. Mam nadzieję, że może znajdziecie coś dla siebie (a może sami coś z tego czytaliście?), albo po prostu przejedziecie tekst wzrokiem przeglądając tylko zdjęcia (również dozwolone).



Sprawa przy drzwiach zamkniętych // Leo Belmont

    Zacznijmy od książki, która połączyła dwie główne cechy - była interesująca i szybko się ją czytało. Akcja toczy się na sali sądowej, skąd dowiadujemy się całej tragicznej historii zgwałconej dziewczynki. To jak Sędzia Anna Maria Wesołowska tylko, że w książce. Oprócz mnogości bohaterów i zakończenia nie miała zbyt wielu minusów. Ale muszę przyznać, jeżeli szukacie typowego kryminału, to raczej po nią nie sięgajcie, ponieważ zarówno zakończeniem jak sposobem przedstawienia historii kryminału nie przypomina.




Kult ciała. Dziennik człowieka samotnego // M. Srokowski

   No i jakże cudowne 50 twarzy Grey'a w wersji dodajmy tu nawiązania do filozofów, postać artysty i femme fatale i mamy genialną pozycję z gatunku 'wysokiej literatury'. Jeżeli czytaliście i uważacie, że ta książka jest genialną klasyką literatury - naprawdę rozumiem i nie mam nic do tego. Mi się po prostu ta książka nie podobała. Główny bohater przybywa do Warszawy i od razu zaplątuje się w romans i tylko o tym pisze w dzienniku, który czytamy. Szczerze, to główny bohater, niby wzniosły artysta podziwiający piękno kobiety (głównie jej ciała), budził we mnie głównie lekką odrazę i odczucie ogromnej groteskowości jego wypowiedzi (a miało być tak poetycko i wzniośle).




Tajemnice Paryża // Eugeniusz Sue

   Wielowątkowa powieść o ludziach Paryża. Tego prawdziwego, który, o dziwo, też był pełen ludzi biednych, okrutnych i łamiących prawo. Paryż brudny, także pod względem moralności. Wśród głównych bohaterów pojawia nam się tajemniczy Pan Rudolf, który swoją pomocą ratuje z opresji osoby uczciwe i potrzebujące wsparcia. Mimo wielu bohaterów i ich historii, w których naprawdę można się dobrze zgubić książka pana Sue bardzo mi się spodobała i wydała mi się wartościową lekturą. Nawet zakończenie zaskakuje i muszę przyznać, że jak na literaturę popularną to tego akurat się nie spodziewałam. Jeżeli lubicie czytać o ludziach (a w tle mieć i miłość i morderstwa i kłamstwa i problemy) to serdecznie polecam Tajemnice Paryża, bo są naprawdę zacną lekturą.



Między ustami a brzegiem pucharu // M. Rodziewiczówna

   Wisienka na torcie lektur z półki literatury popularnej. Kocham tę książkę i pokochałam ją od pierwszej strony. Główny bohater, Wentzel, jest, jakby to powiedzieć, typowym młodym i przystojnym facetem w wielkim mieście. Bawi się, wykorzystuje innych i ich uczucia, ma niepoprawnie dużo pieniędzy. I nagle spotyka miłość swojego życia, której z początku nawet nie traktuje jak miłości swojego życia. Powiecie mi - to już było, tak się zawsze zaczyna (i kończy też) każda komedia romantyczna. A ja Wam powiem - Wiem, ale mało mnie to obchodzi, bo ta książka jest bardzo dobrze (i przyjemnie) napisana, ma ciekawych bohaterów i jest mocno patriotyczna, więc nic nie zmieni mojego zdania uwielbienia dla niej. I kropka.



Późny Gomułka, wczesny Gierek // Andrzej Dziurawiec

Tu książka, której jeszcze na tym blogu nie było - historyczna. Ale zanim większość z Was z przerażeniem zamknie kartę to uprzedzam - to nie jest podręcznik do historii (mimo że to na egzamin z tego przedmiotu musiałam ją przeczytać). Autor opowiada po prostu historię swojej młodości i szczerze, to mało książek o takiej tematyce czytałam, ale z tej możemy się bardzo przystępnie dowiedzieć jak to w tym PRL-u było z perspektywy młodego, nie wychylającego się do polityki człowieka. I do tego, co jak dla mnie jest tak wielkim plusem tej książki, że wszyscy powinniście ją przeczytać - jest przezabawna. Ironia wylewa się z niej całymi akapitami, ale jest jednocześnie wyważona tak idealnie, że nie ma jej zbyt dużo, by poczuć się, że autor coś wyśmiewa, a nie żartobliwie komentuje. Cudo.



Wrocławska Madonna //  Joanna Maria Kaleta

   Kolejna prawie historyczna powieść, opowiadająca o wydarzeniach, które w Polsce miały miejsce całkiem niedawno. Jeżeli ktoś z Was się interesuje sztuką to być może, wie, że obraz Madonny pod jodłami Cranacha, który znajdował się w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu okazał się... podróbką. I tak zaczęły się poszukiwania oryginału, a pani Kaleta zręcznie (i nie dziwię się wcale) wykorzystała fakt tego, że historia odzyskiwania tego obrazu nadaje się na film sensacyjny. Film nie powstał, ale powstała za to książka - według mnie całkiem niezła na dodatek. Nie nudziłam się przy niej w ogóle i cieszę się, że autorka wplotła w prawdziwą historię obrazu fikcję literacką. Znalazłam więc nie tylko drogę Cranacha do Polski, ale także miłość, rzeczywistość PRL-u, przekręty oraz dużo sztuki. I księży.



Na dzisiaj to by było wszystko, dajcie koniecznie znać czy może czytaliście coś z tych książek i czy taki post Wam się spodobał. Trzymajcie się ciepło :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.