wtorek, 6 września 2016

Co się dzieje kiedy Klaudia ogląda film przed przeczytaniem książki? / nerve - jeanne ryan

★★★★☆☆☆☆☆☆


   Powiem Wam jedno , mimo że pewnie większość z Was i tak już o tym wie - nienawidzę oglądać ekranizacji, którą jestem zainteresowana przed przeczytaniem książki. Ba, ja nawet nie oglądam zwiastunów, jak wiem, że kiedyś będę chciała książkę przeczytać. W zwiastunach jest naprawdę dużo spoilerów, uwierzcie mi. W przypadku Nerve było inaczej - nie miałam możliwości przeczytać książki przed premierą filmu. No i skończyło się tym, czego mogłam się spodziewać. Ale zacznijmy od początku.

   Zarówno akcja książki jak i filmu rozgrywa się wokół tytułowej gry Nerve, która polega na wykonywaniu określonych zadań za przydzielone nagrody. Obserwatorzy, którzy płacą za oglądanie poczynań uczestników na żywo na bieżąco wymyślają konkretne zadania. No i tu kończą się mniej więcej podobieństwa między książką a filmem. No dobrze, jeszcze imiona się zgadzają. Od razu zaznaczę, że film bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Może to Dave Franco aktorzy, może kolory, albo sposób przedstawienia fabuły - byłam naprawdę zadowolona z tej produkcji po wyjściu z kina i do teraz mam obsesję na punkcie soundtracku. Od razu po powrocie z premiery zaczęłam czytać książkę i nie trzeba być geniuszem, żeby się domyśleć, że miałam co do niej ogromne oczekiwania.

   Główną bohaterką książki jest Vee, która uczy się w liceum, uwielbia projektować kostiumy i ogólnie rzecz biorąc, jest totalną idiotką. Bez urazy, ale naprawdę, sami się przekonajcie. Jak zaczęłam czytać, to jeszcze miałam cichą nadzieję, że będzie bardziej podobna do Vee z filmu. Wiem, że nie powinnam aż tak porównywać, ale skoro już dwie te pozycje za mną, to jest to nieuniknione. Powodów, dla których Vee zaczęła w ogóle grę nie chcę nawet sobie przypominać, bo są tak płytkie, że nie sądzę, żeby ktokolwiek z odrobiną oleju w głowie poszedł na coś takiego za jakieś nagrody. No bo w książce za wykonanie określonego zadania są nagrody, a nie pieniądze. Więc Vee w pewnym momencie naprawdę gra za wizytę w gabinecie odnowy. TAK, dobrze usłyszeliście.

   Pomińmy już uprzedzenia co do bohaterki, pomówmy o fabule. Nie da się ukryć, że pomysł jest, w naszych czasach szczególnie, naprawdę genialny i brawa dla autorki, że to wymyśliła. Ale ta książka ma zdecydowanie zmarnowany potencjał. Pierwsza połowa to głupie i naprawdę upokarzające zadania, za głupie nagrody nie warte według mnie utraty szacunku. Jedyne co robiłam to się krzywiłam, nie wiedziałam w sumie czy dlatego, że to jest tak słabo zorganizowane, czy dlatego, że wstydzę się za Vee. Natomiast druga połowa jest  bardzo dobra, utrzymana w klimacie nie wiemy co nas czeka razem z bohaterami książki. Wielki finał zdecydowanie mnie zaskoczył kilka razy, ale może to dlatego, że wydarzenia w książce różnią się od tych w filmie. I to bardzo. BARDZO. Bardzo duży minus - mimo że Vee jest podobno zabawna - ja przez całą książkę zaśmiałam się TYLKO RAZ. Tak, jeden jedyny.

   Mimo wszelkich minusów książka nadal przekazuje swój morał - to, co może i myślę, że nawet już dzieje się z nami przez używanie Internetu i telefonów. Co może sprawić jedna, bardzo popularna gra (brzmi znajomo?). I to się ceni, bo mimo bardzo słabej połowy książki widzę chociaż sens jej powstania i doceniam to. Książka nie jest długa, dlatego mimo wszystko zachęcam do przeczytania jej, chociażby po to, aby wyrobić sobie własne zdanie oraz odebrać ten bezcenny morał.


   Czytaliście już może Nerve? Albo oglądaliście film? Dajcie koniecznie znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło!

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.