sobota, 3 września 2016

PRAWO MOJŻESZA - AMY HARMON

   ★★★★★★★★☆☆

   
   Pewnie się zdziwicie, że rzadko czytam opisy książek. Ale tak jest. Opieram się na opiniach znajomych i ludzi, których blogi czytam bądź których oglądam filmiki. I tak powstaje moja lista do przeczytania. Kiedy jednak wydawnictwo proponuje mi książkę to oczywiście zawsze czytam opis. I nawet nie wiem, dlaczego po opisie tej (skoro okładka wyraźnie mnie ostrzega przed tym, że nie jest to historia ze szczęśliwym zakończeniem) stwierdziłam, że będzie to typowa urocza obyczajówka. Dwoje nastolatków, słoneczko, lato, jednorożce i takie tam, znacie ten schemat. O mojej wielkiej klęsce przewidywania przyszłości i tym jak bardzo (na szczęście) się pomyliłam możecie przeczytać poniżej.

   Mojżesza znaleziono w koszu w jednej z pralni. Matka zostawiła go tam kilka godzin po urodzeniu. No to już wiecie, skąd ma takie oryginalne imię. Przez to, że jego matka miała problemy z narkotykami to można się domyśleć, że nie miał łatwego dzieciństwa z powodu tego, co ludzie o nim mówili. Przez całe swoje życie tułał się od jednego członka rodziny do drugiego i nie był mile widziany przez żadnego z nich. Oprócz swojej prababci Gi. I tak Mojżesz trafia na kilka miesięcy do małego kowbojskiego miasteczka i oprócz pomagania na ranczu rodziców siedemnastoletniej Georgie wywołuje w miasteczku duży zamęt. Ale nie taki jakbyście się spodziewali. Nie pije, nie bierze narkotyków, nie należy do gangów, nikogo nie obraża i nie porywa niewinnych dziewcząt. Ale jest inny. Pęknięty. Szalenie utalentowany. A ludzie nie lubią połączenia inny i szalony.

   Przyznam się Wam, że mnie samą ta historia zaskoczyła w wielu miejscach. Przede wszystkim sam Mojżesz, bo jak wspominałam, spodziewałam się typowej obyczajówki. Myślałam więc, że Mojżesz będzie tym złym, a Georgie tą cudowną, która odmieni go w dobrego człowieka. Ale on jest zamknięty, tajemniczy, boją się go zwierzęta i maluje bez opamiętania. Samo więc odkrycie co tak naprawdę ukrywa było dla mnie nie mniej ciekawe, niż dla głównej bohaterki, która jest jego zupełnym przeciwieństwem. Kocha jeździć konno, marzy o karierze i podróżowaniu po całym kraju, jest niesamowicie uparta i wali prosto z mostu. I tak jak zapowiada okładka, wcale nie mogło z tego wyjść nic dobrego. Ale ta kwestia też mnie zaskoczyła. Myślicie, że zdanie z okładki o tym, że ta historia wcale nie kończy się dobrze, jest już spoilerem. Ale nie wiecie nawet, ile na końcu tej historii jest zwrotów akcji. Już sama nie wiedziałam czy będzie dobre, złe czy otwarte zakończenie. Ale teraz już na szczęście wiem.

   Pierwszym co mnie przekonało o tym, że poniosłam ogromną porażkę w kwestii oceny przebiegu i rodzaju historii był język pisarki. Wcale nie był tandetny, albo nastawiony na 'jak najmniej rozważań, jak najwięcej pustych dialogów'. Byłam w szoku, bo nie tylko styl pisania mnie od razu uwiódł, ale również bohaterowie. Tak bardzo, że kiedy Mojżesz wymieniał swoje ulubione książki postanowiłam jak najszybciej je wszystkie przeczytać. Wiem, nie jestem do końca normalna.

  Jeżeli tak jak ja myśleliście, że dostaniecie dobrą, ale nie genialną historię, to koniecznie przeczytajcie Prawo Mojżesza, bo razem będziemy mogli się pławić w przegranej w przewidywaniu przyszłości. To opowieść nie tylko o miłości. To opowieść o tym, jak to jest być zawsze samemu, o przyjaźni, bólu, rodzinie i prawdziwym życiu. Bo gdyby to była telenowela, to ta historia zakończyłaby się zdecydowanie inaczej. Na szczęście autorka postawiła na bardziej życiowe podejście do sprawy. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki relacja między Mojżeszem a Georgią się rozwijała, przez wszystkie lata. I doceniam ten fakt niezmiernie.


   Planujecie przeczytać Prawo Mojżesza? Zdecydowanie jest to pozycja godna uwagi. Dajcie znać w komentarzach i trzymajcie się ciepło!

* * *
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu EditioRed (Helion)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.