piątek, 16 września 2016

URATUJ MNIE / ANNA BELLON {PRZEDPREMIEROWO}

★☆☆☆☆☆☆☆☆


    Zwykle nie lubię dać się oszukać ocenie książki po okładce. Sprawdzam gwiazdki, recenzje innych. Jeżeli nikt mi jej nigdy nie polecał, to czytam opis. W tym przypadku również tak zrobiłam - historia została napisana przez Polkę, jest sensacją polskiego Wattpada, ma ponad milion wyświetleń, a na Lubimy Czytać ponad 9 gwiazdek średniej oceny. Spodziewałam się więc bardzo dobrej historii w stylu fanfiction. Spodziewałam się historii opartej o powstanie zespołu (o czym jest mowa w opisie). Spodziewałam się naprawdę wielu rzeczy, ale nie tego, że ta książka będzie taka słaba.


   Jeżeli już troszkę ze mną jesteście to wiecie pewnie, że unikam całkowicie negatywnych recenzji, nie lubię tego robić. Zawsze postaram się znaleźć jakiś plus i tak opisywać Wam moją opinie i emocje, które towarzyszyły mi podczas czytania, żeby nie narzucić Wam mojego zdania, tylko dać możliwość własnej oceny. Pisząc jednak bloga i opiniując na nim książki od trzech lat nie da się uniknąć bycia subiektywnym. Po to tu przychodzicie, żeby wiedzieć co JA myślałam o konkretnej pozycji. Dlatego czytając tę recenzję miejcie to na uwadze i wiedźcie, że bardzo trudno mi się ją pisze. Podobnie jak czytało mi się książkę.

   Bohaterką historii jest nastoletnia Maia, która od trzech lat boryka się ze śmiercią swojego starszego brata oraz Kyler - nowy chłopak w szkole. Kyler postanawia zrobić coś, czego od trzech lat nie zrobił żaden ze znajomych dziewczyny - przebić się przez mur, który wokół siebie wybudowała nie zwracając zupełnie uwagi na to, że ona całkowicie nie ma ochoty wpuszczać nikogo za jego granice. Opis na okładce jest tak sformułowany, że wywnioskowałam, że jednym z głównych wątków jest założenie przez grupkę znajomych (wliczając w to Maię oraz Kylera) zespołu rockowego. Według mnie troszkę mnie tu oszukano, bo wątek ten jedynie pojawia się w tle romantycznej historii głównych bohaterów. Majaczy jakoś tak w tle, pojawia się co kilka rozdziałów tak jakby na chwilę, jakby musiał, bo przecież miał być zespół to wklejmy tu o nim fragment i wracamy do miłości.

   Pierwszy raz od dawna byłam tak zmęczona podczas czytania książki, bo jest w niej wiele błędów logicznych. Tak jak błędy w druku, nieliczne literówki w książkach jestem w stanie wybaczyć, to błędy logiczne, niezgadzające się wydarzenia bardzo przeszkadzają mi w jej odbiorze i po pierwszych kilku rozdziałach musiałam przerwać czytanie, bo po prostu historia oparta na takich schematach przestała mieć dla mnie kompletnie znaczenie. W tej opowieści jest wszystko, co zwykle jest w takich historiach - ktoś nowy, ktoś, kogo trzeba uratować, liceum, dziewczyna, która jest niedostępna i chłopak, który nigdy się nie podda, aby ją zdobyć. Są, zakochują się, kłócą i godzą i godzą i jest happy end. Kurtyna. Od początku wiedziałam, co z tego wyjdzie i wyszedł... chyba najsłodszy cukier polskiego Wattpada.

   Tu nadchodzi mój wyłowiony z fabuły plus - jeżeli lubicie takie historie, jeżeli chcecie odpocząć od cięższych książek to ta będzie dla Was idealna. Lekka, klasyczna romantyczna historia. Może ja już jestem na to po prostu za stara? A może po prostu zniechęciły mnie te wyłaniające się z każdego rogu książki odwołania do bogini literatury - Colleen Hoover. Może gdybym bardziej lubiła tę autorkę, to odbiór Uratuj mnie byłby dużo łatwiejszy.

   Jedyni bohaterowie jacy mi się naprawdę spodobali i autentycznie byłam zainteresowana ich losem to Ollie i bliźniaki, kuzyni Kylera. Ci ostatni pojawiają się dosłownie na chwilkę i wypowiadają ze trzy zdania, więc moja radość i zainteresowanie nie trwała zbyt długo. Ale słyszałam, że kolejny tom ma dotyczyć historii Ollie'go właśnie, dlatego może kolejna historia spodoba mi się bardziej.

   Wiem, że ze względu na to, że oryginalnie historia powstała na Wattpadzie, to niektórzy z Was na pewno już ją czytali. Co  myślicie o tej pozycji? Dajcie koniecznie znać w komentarzach, jestem bardzo ciekawa.


*  *  *
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak literanova

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.