piątek, 10 lutego 2017

DLACZEGO BLOGER KSIĄŻKOWY NIE JEST WYROCZNIĄ?


Tytuł - strzał w kolano. Może nawet w stopę, czy gdzie tam jeszcze w powiedzeniach można sobie strzelić. Pewnie moi znajomi po fachu widząc tytuł zaciskają zęby i mają ochotę mnie zamordować. Zarzucając klasyką - to nie tak jak myślicie.

Po pierwsze - nie, nie jest to tekst o tym, że wszyscy w blogo i vlogosferze są zakłamani i mówią tylko dobre rzeczy o tych książkach, które dostaną za darmo. Nic z tych rzeczy. Żeby już rozwiać wszelkie wątpliwości - nigdy nie napisałam ani nie powiedziałam niczego tylko dlatego, że współpracowałam z danym wydawnictwem przy konkretnej pozycji. Zawsze piszę to, co naprawdę myślę o danej książce i szczera opinia jest jednym z moich wymagań przy współpracy. Dziękuję za uwagę, przejdźmy do najważniejszej części tekstu.

Kiedy zaczęłam publicznie pisać o książkach miałam 17 lat i co jak co, ale nie ma się wtedy zbyt dużego pojęcia o literaturze. Nie mówię, że licealiści są głupkami, którzy czytają tylko romanse i powieści o wampirach. Chodzi mi raczej o każdy możliwy aspekt literaturoznawstwa, na przykład jego historię i pewne zależności, których  w szkole się na pewno nie nauczymy. Mało tego, teraz, mając lat 20 nadal nie czuję się wykwalifikowana do tego, by o książkach pisać. Niesamowicie skomplikowaną sytuacja, bo przecież o książkach piszę. Staram się przynajmniej.

Jak najrzadziej staram się używać słowa recenzja jako określnika moich przemyśleń. Bo są to bardziej opinie, to co ja myślę, co czułam czytając, co myślę po przeczytaniu. Czasem tego określnika nie da się uniknąć. Tak się już utarło, że ta strona internetu jest związana z recenzjami książek.  Ale ja nigdy nie uczyłam się, jak napisać recenzję (chyba że taką na 10 zdań w gimnazjum), nie jestem literaturoznawcą, żeby pokazywać Wam odniesienia, symbole, zależności i historię każdego z autorów. Nie jestem odpowiednio wykształcona, ani dostatecznie dojrzała.

Chciałam napisać ten tekst, aby pokazać Wam, że jest to blog osoby, która nie chce Wam wciskać każdej książki, która jej się podoba BO JEST RECENZENTKĄ W INTERNECIE. Jestem takim samym człowiekiem jak miliony innych czytelników na świecie z tą różnicą, że ja wybrałam dzielenie się swoją opinią publicznie, online. I tyle. Możecie to przeczytać, przemyśleć, porównać z innymi opiniami i profesjonalnymi recenzjami. Możecie zignorować. Ale możecie też, z jakiegoś powodu, stwierdzić, że nasze gusta są podobne i sięgnąć po daną książkę, dlatego, że mi też się podobała.

Czasem znajduję różne komentarze pod filmikami i widzę jak ktoś mówi, że zmusiłam go do przeczytania danej książki albo sięgnął po książkę, bo ja tak polecałam, a nigdzie nie znalazł tych moich zachwytów Może ich nigdzie nie znalazł, bo każdy z nas ma swój gust. Każdemu podoba się coś innego, moje zachwyty to najprawdopodobniej nie są Twoje zachwyty. Moja opinia to nie recenzja książkowego guru, osoby, która 30 lat lub więcej czyta już książki i zna się na literaturze jak nikt inny. Moja opinia to taka sama opinia jak Twoja, tylko że ja mówię o niej publicznie. Pisząc i mówiąc o tym, co myślę o danych pozycjach nie zmuszam nikogo do przeczytania. Staram się zachęcić (albo odradzić), ale nie twierdzę, że każdemu coś się spodoba lub nie. Więc po co później mieć pretensję? 

Nie lubię tych sytuacji, bo potem człowiek się czuje odpowiedzialny. Moja opinia jest moja plus znacie to powiedzenie .. każdy ma swoją! A potem ludzie mówią Klaudia tak zachwala, a tu nic tylko szajs jakiś, co to jest w ogóle, dno literatury i mi serduszko pęka nie dlatego, że komuś nie podobała się książka, która mi tak (bo może i mi nic do tego), ale dlatego, że czuję się jakbym leżała na dnie marginesu książkowego atakowana ze wszystkich stron, że ja to się najwyraźniej nie znam, skoro zmuszam, a to beznadziejne.

Rozumiem to, że ktoś sięgnął po książkę z mojego polecenia (i jest mi wtedy naprawdę miło) i że mogła mu się nie spodobać, ale po co mówić, że takie miało być super, a jest bardzo nie super. Można przecież powiedzieć, że mówiłam, że jest super, ale ja uważam inaczej. Brzmi dużo lepiej.

Dlatego swój dziwny wywód zakończę słowami człowieka dużo bardziej mądrzejszego ode mnie. Znalazłam ten fragment czytając ostatnio od nowa Serię niefortunnych zdarzeń i prostota tego zdania połączona z trafieniem w samo sedno ujęły mnie za serce.

Na świecie jest bardzo, bardzo wiele rodzajów książek -
 i całkiem słusznie, gdyż na świecie żyje bardzo, bardzo wiele rodzajów ludzi 
i każdy lubi czytać co innego.

  LEMONY SNICKET

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.