piątek, 17 lutego 2017

#JACZYTAM - KLAUDIA


Jeżeli od czasów trzeciej klasy podstawówki ktoś widział mnie kilka razy w życiu to na osiemdziesiąt procent widział mnie z książką przynajmniej raz. Kiedy byłam młodsza miałam książkę zawsze przy sobie. ZAWSZE. Pamiętam, że mama powstrzymywała mnie kiedyś spojrzeniem spode łba, kiedy chciałam zabrać ze sobą książkę na przyjęcie weselne. Nie widziałam w tym niczego złego, przecież też się chciałam dobrze bawić.

Mam na imię Klaudia, mam 20 lat i czytam książki. A ty?

Właściwie to zaczęło się od tego, że nie przepadałam aż tak za czytaniem. Nauczyłam się bez większych problemów, wszystko było wspaniale, ale do dziś pamiętam, że nie chciało mi się czytać Zaczarowanej zagrody i była to pierwsza (ale jedyna!) lektura szkolna jakiej nie przeczytałam. Potem nagle coś się zmieniło, coś wskoczyło na miejsce i od tego czasu, czyli mniej więcej od kiedy miałam 9 lat, czytam prawie codziennie. Oczywiście z pewnymi wyjątkami od reguły.

Wychodzi na to, że czytanie przez prawie 12 lat mojego życia stało się formą spędzania czasu wolnego, moim hobby, czymś co pasjonuje mnie jak nic innego. Każdy z nas chodzi(ł) do szkoły, jestem o tym przekonana i na pewno zna typowe szkolne pytania kierowane zwykle przez nowych nauczycieli: Jak masz na imię? Co lubisz robić w wolnym czasie? etc. etc. Od podstawówki do mniej więcej połowy gimnazjum czułam się jak hipster, chociaż wtedy nikt nie znał jeszcze takiego słowa. Bo ja zawsze mówiłam: Mam na imię Klaudia i lubię czytać książki. I byłam jedną z niewielu. Dopiero w liceum to czytanie książek stało się powszechną pozycją na listach zainteresowań.


Nadal nie do końca wiem, co robią ludzie w wolnym czasie, szczególnie kiedy nie mają dostępu do Internetu, telewizji czy jakichkolwiek innych mediów, jeżeli nie czytają. Moje młodsze ja nie było w stanie tego pojąć jeszcze bardziej i to do tego stopnia, że byłam pewna, że czytają wszyscy dorośli. Jednocześnie przepełniał mnie największy smutek świata, bo nigdy nie miałam z kim o książkach, które czytałam, porozmawiać. Chyba teraz już wszyscy rozumieją dlaczego w końcu zdecydowałam się założyć bloga.

Kilka już razy w życiu zastanawiałam się czy byłabym tą samą osobą, jeżeli nie czytałabym książek. Przede wszystkim myślę, że okropnie musiałabym się nudzić. Mam nadzieję, że nie uzależniłabym się od telewizora. Albo kinder niespodzianki.

Odkąd tylko pokochałam czytanie całym sercem kupowałam książki. Pewnie dlatego (wynik dwunastoletniego kupowania książek) mam ich teraz tak dużo. Prawdopodobnie ta większa, nieprzeczytana część, czeka na swoją kolejkę. Niektóre mają to szczęście, że czekają kilka dni. Inne leżą zakurzone kilka lat, aż nagle, tknięta jakimś dziwnym przeczuciem, decyduję się przeczytać właśnie je. Oczywiście, że zwracam uwagę na okładki. Każdy to robi, nawet nieświadomie. Problem w tym, że niektórzy potrafią się powstrzymać przez zakupem książki, którą chcą przeczytać, nawet jeżeli ma ładną okładkę. Bo mają kilkadziesiąt innych czekających w kolejce w domu. Ja też mam. Tylko że ja zwykle nie mogę się powstrzymać. Jeżeli w innych kwestiach nie kierują mną raczej prosta chęć posiadania to z książkami jest zupełnie inaczej. No cóż, ludzie mają różne uzależnienia, kupowanie książek nie należy do najgorszych.

Ale kupiłam ostatnio czytnik! Mimo że kocham książki papierowe i nigdy przenigdy nie zamienię ich całkowicie na ebooki. To tak z sentymentu. Mój pierwszy czytnik się niestety zepsuł, umarł śmiercią naturalną. Postanowiłam wytrzymać w swoim postanowieniu kupowania książek dopiero po fakcie - jeżeli dana pozycja mi się spodoba. Bo mam tak wiele książek, które kupiłam w dobrej wierze, a teraz patrzeć na nie nie mogę, tak mi się nie podobały. Jest w moim uzależnieniu jednak jedna dobra cecha (to chyba oksymoron) - nie lubię twardych opraw. Ciężko mi się je czyta, nosi i ogólnie, ciężej mi się z nimi żyje. Więc jeżeli mam wybór, to zawsze wybieram miękkie okładki. Jakiś mniejszy procent półki zajmują, nie da ukryć.


Mam taki dziwny gust czytelniczy, że jestem otwarta właściwie na wszytko. Przeplatam czytanie Donny Tartt z ponownym spotkaniem z Serią niefortunnych zdarzeń, kocham te mało ambitne książki fantastyczne dla młodzieży, w których niby wszystko zawsze tak samo, ale mam do nich jakąś słabość. Teraz na przykład czytam Małe życie jednocześnie zaczynając Gabinet gadów oraz Osobliwy dom Pani Peregrine (lektura na zajęcia). Myślę, że czasem muszę odetchnąć od tych najlepszych książek, żeby poczytać coś lekkiego. Czasem łapię nawet specyficzne humory na szybkie, nieambitne lektury i czytam jedną po drugiej. Wcale a wcale mi to nie przeszkadza, wszystko jest dla ludzi. Mam tylko jedną, jedyną granicę - jak jest dużo krwi, to nie przeczytam. Każdy ma jakieś fobie.

Nie można jednak ukryć, że w swoim życiu czytałam bardzo mało dzieł polskich autorów. Skupiam się cały czas wokół zagranicznych dzieł, ale może to też dlatego, że jest ich jakby więcej (żałosna próba usprawiedliwienia).

Oprócz tego, że całkowicie amatorsko uwielbiam robić zdjęcia to książki są moimi ulubionymi modelami. Praktycznie równo z założeniem bloga założyłam też konto na instagramie całkowicie poświęcone książkom. Czy może być coś lepszego niż konta na instagramach przepełnione książkami?


Patrząc na moje półki, także te wirtualne, jestem coraz bardziej przerażona świadomością tego, że nigdy, ale to nigdy nie uda mi się przeczytać wszystkich książek jakie chce przeczytać. Ciągle dochodzą nowe. A ja mam na półce na Goodreads 346 książek, które chcę KONIECZNIE przeczytać. To bardzo dużo i próbowałam nawet wyczyścić tę półkę z nieaktualnych już pozycji kilka razy (przecież to ogromna liczba, musi być tam coś, czego już czytać wcale nie chcę!). Kończy się na tym, że usuwam zawsze z dziesięć pozycji, żeby w kolejnym miesiącu dodać dwadzieścia kolejnych.

Od dziecka uważałam, że czytanie to po prostu świetna zabawa. Mój rodzaj rozrywki. Teraz lubię czytać też dlatego, że wiem, że się rozwijam. Poznaję nowe kultury, nowych ludzi, nowe style i cały czas się uczę. I to jest najlepsza rzecz w książkach. Co by się nie działo, na świecie według mnie zawsze będą książki. Nie ważne w jakiej formie, ale będą. I będziemy mogli z nich korzystać, uczyć się, poznawać coraz więcej i więcej. Poszerzać horyzonty. Dlatego gdybym miała określić czytanie książek jednym słowem, to chyba zdecydowałabym się na nieśmiertelne. Mówi samo przez się.

Na świecie jest bardzo, bardzo wiele rodzajów książek -
 i całkiem słusznie, gdyż na świecie żyje bardzo, bardzo wiele rodzajów ludzi 
i każdy lubi czytać co innego.

  LEMONY SNICKET

***
#JaCzytam to wymyślony przeze mnie projekt, w którym młodzi ludzie opowiadają o swojej czytelniczej historii. Obejrzyj mini zwiastun tego wpisu na kanale Odczytaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.