środa, 8 lutego 2017

TRYLOGIA GRISZA / LEIGH BARDUGO

★★★★★☆☆☆☆☆


Nawet nie wiecie, drodzy czytelnicy, ile czasu zbierałam się do przeczytania Trylogii Grisza. Ale wszystko było przeciwko mnie. Nie było jej akurat w księgarni. Albo ja akurat nie miałam pieniędzy. W bibliotekach też jakby ją wcięło. Po miesiącach pełnych westchnień do pięknych zdjęć całej trylogii na zagranicznych bookstagramach i czytaniu tylu zachwytów pod tymiż zdjęciami (do takiego stopnia, że przed oczyma miałam już wizję Leigh Bardugo jako bogini fantastyki dla młodzieży) wszystkie trzy książki wpadły w moje ręce. I chyba nigdy nie byłam tak zawiedziona jakąś trylogią.

Uwierzcie, mój smutek był przeogromny. Człowiek czeka i czeka, stara się, prosi bliskie osoby by wydały swoje ciężko zarobione pieniądze by na prezent kupić mu właśnie Griszę. A okazało się, że trylogia jest tak przeciętna, że aż słaba.

Kończąc smutki i żale - zacznijmy od początku. Trylogia Grisza opowiada o nastoletniej Alinie... Chociaż jeżeli się nie mylę, to w książce ani razu nie ma podanego wieku bohaterki, więc mogę się mylić. Ale pewnie ma 17 lat, jak wszyscy superbohaterowie w książkach Leigh Bardugo. Zaznaczmy, że ja naprawdę nie mam nic do siedemnastolatków (nawet sama kiedyś jednym byłam). Na czym to ja? A tak - opowiada o nastoletniej Alinie Starkov, którą poznajemy gdy już od kilku miesięcy przebywa w armii jako kartografka. Jest platonicznie zakochana w swoim przyjacielu z dzieciństwa  - Malu i najbardziej obawia się przeprawy przez Fałdę, która oddziela resztę jej ojczyzny od Ravki. Czym jest Fałda? Ogólnie to takie wielka, ciemna plama na mapie, w której mieszkają straszne potwory. Więc jak tylko się tam wjedzie to, no cóż, mało ludzi wychodzi z tego żywych. Kiedy oddział Aliny wybiera się na przeprawę Alina ujawnia zdolności, o które ani ona sama, ani nikt z jej otoczenia nigdy by jej nie podejrzewał.

Kiedy zaczęłam czytać naprawdę nie było tak źle - styl pisania pani Leigh Bardugo jest lekki i dzięki temu książkę czyta się bardzo szybko. Zarówno to (jak i obecność Mikołaja) spowodowały, że postanowiłam trylogię skończyć. Nie będę owijać w bawełnę, szczególnie, że przy tej trylogii naprawdę mam na to ochotę. Nie podobało mi ani trochę czytanie tej serii. W ogóle nie kibicowałam bohaterom, nie przywiązałam się do żadnej postaci (oprócz wspomnianego już wcześniej Mikołaja), a kiedy drugi tom skończył się na takiej samej zasadzie jak pierwszy przewróciłam oczami tak mocno, że myślałam, że tym razem serio wypadną. Ogólnie cała ta seria sprawiała, że przewracałam oczami milion razy. Na przykład przy okazji zakończenia. Chociaż tam to już się śmiałam w głos. Karuzela śmiechu.

Mam teraz wielki problem z Leigh Bardugo - widać, że ma potencjał do tworzenia świetnych i oryginalnych bohaterów (Mikołaj, Zoya), ale pojawiło się tak wielu nijakich i oklepanych (Alina, Mal), że miałam ochotę krzyczeć z irytacji. W takim razie co jest nie tak? Dlaczego dostałam jednocześnie świetnie zapowiadających się bohaterów i takich, za którymi nawet jeden kącik ust nie opadł by mi ze smutku gdyby umarli? I tak, przeczytałam już Szóstkę wron, dlatego zawracam już Wasze palce znam klawiatury - nie musicie pisać nic o tamtych bohaterach, recenzja będzie wkrótce.

Pomijając fakt tego, że nie pasowali mi bohaterowie (w porządku, każdy ma inne preferencje) to książka ma wiele błędów logicznych i naprawdę nie wiem, jak tyle osób w czasie jej wydawania mogło ją czytać i tego nie zauważyć. A to już pomijając mój gust, przeszkadza po prostu w czytaniu. Bo zamiast zagłębiać się w lekturę, rozkładałam ręce co 50 stron i pytałam Jak? Gdzie? CO? I to wcale nie z zaskoczenia. Z bezradności.

Po sposobie, w jaki recenzuję te trylogię pewnie myślicie, że jej nienawidzę. Otóż nie, ta trylogia jest według mnie po prostu bardzo przeciętna, przewidywalna i schematyczna. Pomysł na świat Griszów jest jednak świetny  i podoba mi się nawiązanie do istniejących kultur - rosyjskiej i mongolskiej (chociaż do rosyjskiej oczywiście bardziej, bo jej wyznaczniki byłam w stanie lepiej zauważyć). Plus postać Mikołaja podoba mi się tak bardzo, że mam ochotę go z tej książki wyciąć, bo on naprawdę w ogóle nie pasuje do tego banalnego otoczenia. Skąd on się tam w ogóle wziął?

Jeżeli macie ochotę porozmawiać ze mną o całej trylogii troszkę więcej to zapraszam do dyskusji  w komentarzach  - tylko pamiętajcie, żeby przed rozpoczęciem komentarza napisać, że zawiera on spoilery. Można również komentować bezspoilerowo, każde słowo mile widziane. Nie muszę chyba zaznaczać, że ta recenzja nie miała na celu urażenia żadnego fana Trylogii Grisza - każdy ma swój gust, a na tym blogu czyta się zwykle MOJE opinie o książkach. Także tego. Trzymajcie się ciepło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.